Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
IV Cortez vs. Mermaid
IV Cortez vs. Mermaid



Sytuacja wyglądała nieciekawie.
- Carmen!
„Co oni chcą, przecież śpię. Nie wiedzą… zaraz co to jest to mokre?”. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że zemdlała i przyjaciele cucili ją wodą. Nie łatwo było znowu wrócić do rzeczywistości. Felipe nadal leżał ze szpadą w plecach. Seniorita Mermaid poczuła, że znowu ciemnieje jej przed oczami…
- Łap ją – krzyknął Nico do Javiera.
- Nie mdlej, trzeba go ratować – powiedział cicho Casillas przytrzymując Carmen aby nie upadła.
- Żyje? – zapytała.
- Słabo, ale tak… - odpowiedział Javier jakby w transie.
- Zabierzmy ich gdzieś… - powiedział Nico zastanawiając się kto może im pomóc, gdyby poszli po nauczyciela a w przyszłości Felipe by wyzdrowiał to natychmiast wyrzucili by ich ze szkoły.
- Długo byłam nieprzytomna? – zapytała Carmen wstając.
- Nie, chwilkę… - odpowiedział Nico.
- Dobrze. Za mną – powiedziała i zaczęła wchodzić po schodach.
Carmen wzięła się w garść. Każda minuta była ważna. Postanowiła nie patrzeć na Corteza i w takiej postawie dojść do dormitorium, a tam poprosić Deatis o pomoc. Po kilku minutach stanęły przed drzwiami. Jak tylko seniorita Mermaid weszła do środka…
- Ratuj go! – krzyknęła Carmen padając Deatis do stóp.
- Ale kogo? – zapytała dziewczyna, jednak odpowiedź ukazała się w drzwiach. – C-co się stało? – wydusiła z siebie de Didero.
- Później – odpowiedział Nico, który był najbardziej opanowany z tego towarzystwa. – Daj jej i Javierowi coś na uspokojenie – powiedział wskazując głową w stronę Carmen i przyjaciela.
- Carmen – rzekła kucając naprzeciw siedzącej i płaczącej na podłodze Mermaid, - idźcie do pokoju i wypijcie jakiś eliksir uspakajający dobrze? – powiedziała Deatis, a głos był jej łagodny i opanowany.
Czarnowłosa pokiwała głową i poszła z Javierem do sypialni. De Didero została sam na sam z Nico i umierającym Felipe. Dziewczyna nie miała żadnego pomysłu jak go uratować. Zapewne jak wyciągnie szpadę zacznie się krwotok, a nie wie czy uda jej się go zatamować.
- Deatis, zioło Angaredona20? – odezwała się Carmen wychodząca z sypialni.
De Didero popatrzyła na nią ze zdziwieniem. Mermaid była ostoją spokoju i opanowana. Sprawiała wrażenie osoby która wiedziała jak rozwiązać problem.
- Musisz go uratować – powiedziała Carmen.
- Nie umiem – odezwała się Deatis ze smutkiem. – Na oko, szpada musiała przeciąć lewe płuco. Jak ją wyjmę to ono się zapadnie i Cortez zginie.
- W takim razie utrzymaj go przy życiu przez 23 minuty – powiedziała Mermaid patrząc na zegarek w salonie. – Daj mi czas do pierwszej.
- Do pierwszej może się udać, ale później wątpię – rzekła młoda Deatis. – Fleer śpi? Nie może tego zobaczyć!
- Eliksir słodkiego snu – mruknęła Carmen wkładając srebrny nóż w ścianę i przechylając go w dół.
Ściana drgnęła i zaczęła się przesuwać ukazując całkiem nieznaną komnatę. Nico obserwujący całą ta sytuację był zszokowany, a Deatis z zimną krwią zaczęła okładać miejsce rany ziołami Aran21, nie wiedząc do końca czy to cokolwiek da. Tymczasem Mermaid pełna determinacji weszła do nowego pokoju.
- Światło! – krzyknęła i na te słowa świece ustawione w pomieszczeniu zapaliły się.
Dziewczyna nigdy nie była w takim stanie. Miała cel - Eliksir Mian. Wiedziała, że jego właściwości uratują ukochanego, jednak w tej chwili nie myślała o chłopaku. Była całkowicie skupiona na miksturze. Ona i Mian, nic się innego nie liczyło. Carmen otworzyła szufladę i wyjęła wielką księgę. Znalazła recepturę i przystąpiła do działania. Młody Torres klęczał przy ciele Felipe, miał za zadanie sprawdzać czy jeszcze żyje. Wyglądał na opanowanego jednak jak wszyscy był bardzo zdenerwowany. W głębi serca nie dotarł do niego jeszcze fakt, że jego przyjaciel może umrzeć. Wydało mu się to obce, a jednocześnie bardzo bliskie. Popatrzył w stronę nowego pomieszczenia. Kamienne ściany, drewniana podłoga. W sumie tworzył sensowną całość z resztą pokoi. Na ścianach powieszone były obrazy przedstawiające czarne kwadraty podpisane kolejno: Paris, Mardit, London, India. Carmen krzątała się przy kociołku. Widać było, że daje z siebie wszystko. Torres zaczął rozmyślać nad tym co będzie, jak Felipe… umrze.
- Carmen, kończysz? – zapytała Deatis widząc, że serce Felipe coraz wolniej bije.
- Przynieście go tutaj – odezwał się głos z drugiego pokoju.
- Chodź – powiedziała Dee do Nico. – Nadeszła chwila prawdy.
Młody Cortez został przetransportowany do tajemniczego pokoju. Carmen rozkazała aby za pomocą różdżki unieśli Felipe i obrócili twarzą do góry, aby mogła podać mu eliksir. Zrobili tak jak powiedziała. Rozchyliła jego usta i powoli zaczęła wlewać czarny płyn. Odkąd wyszła ze swojej sypiali zachowywała się niezwykle dziwnie. Nie okazywała żadnych emocji i ślepo wykonywała swoje założenia. Deatis zaczęła się zastanawiać jaki sobie podała eliksir. Zegar zaczął wybijać pierwszą w nocy, a Carmen skończyła poić Corteza.
- Co teraz? – zapytała Deatis.
- Trzeba wyciągnąć szpadę – odpowiedziała Mermaid. - Nico…
- Wydaje mi się, że to miało go zabić… - odpowiedział chłopak niepewnie.
- Wyciągaj, będzie dobrze… – powiedziała Carmen trzymając w ręku wielki bandaż i białą szmatkę.
Nico podszedł do przyjaciela. Nie bardzo wiedział co robi. Oburącz chwycił szpadę i ją wyciągnął. Czuł się fatalnie. Miał wrażenie jakby to on zabił swojego przyjaciela. Patrzył przez cały czas na umięśnione plecy Felipe… nic się nie działo. Carmen od razu zaczęła bandażować tułów chłopaka. Wiedziała, że wszystko się udało… musiało! W końcu od czego jest eliksir Felix Felicis22?
- I co dalej? – zapytał Torres.
- Plan jest taki – zaczęła Mermaid - Felipe zostanie tutaj. Ty udasz chorobę, a za pomocą eliksiru wielosokowego będziesz za niego chodził na lekcje.
- Nie wiem… - odpowiedział Nico szczerze wątpiąc aby cokolwiek udało się dzisiejszej nocy.
- Deatis daj mu coś na chorobę – powiedziała Mermaid chcąc jak najszybciej pozbyć się przyjaciół.
Kiedy wyszli dziewczyna okryła Corteza pościelą i usiadła na podłodze. Patrzyła na jego oczy, nasłuchiwała oddechu i bicia serca. Nie dotarł do niej fakt, że mógł umrzeć, nie wtedy kiedy ona zostaje tu na ziemi. Pogładziła go po policzku i położyła swoją głowę na jego dłoni. Zasnęła.

*


Padał deszcz przez co Felipe się obudził. Od trzech dni był przytomny jednak nie zauważał poprawy. Ciągle leżał na brzuchu, wszystko go bolało tak, że nie mógł nawet kręcić głową. Wiedział co się stało i co się dzieje, Carmen się nim opiekowała. Ból sprawiał, że najbardziej czego pragnął to samotności i spokoju. Widząc Mermaid próbował żartować, zachowywać się naturalnie, nie okazywać po sobie tego, że gdyby leżał gdzieś w pobliżu nóż to niezwłocznie by go użył w stosunku do siebie. Carmen może i była zaślepiona miłością, ale miała oczy i widziała co się dzieje, dlatego też dosyć często zostawiała Felipe samego za co Cortez był jej bardzo wdzięczny.
- Carmen, długo tak będę leżał? – zapytał.
- Jeszcze trochę – odpowiedziała wiedząc, że szybko nie wróci do swojej dawnej formy.

*


Dopiero po tygodniu cierpień chłopak zaczął odczuwać poprawę. Coraz częściej zdarzało mu się żartować i uśmiechać.
- Zmiana opatrunku – powiedziała Carmen przychodząc, któregoś dnia z maścią własnej roboty.
- Obsłuż się – powiedział Felipe dając do zrozumienia, że i tego dnia nie będzie na siłach, aby pomóc przy obandażowaniu.
- Gdyby była jakaś konkurencja w opatrywaniu ludzi pewnie bym zajęła pierwsze miejsce – rzekła skromnie Carmen i zaczęła rozsmarowywać maść.
- Co mam zrobić, abyś masowała mi całe plecy? – zapytał Felipe odnajdując w tej zmianie opatrunku jakąś przyjemność.
- Obiecać, że przyszłe wypracowania będziesz sam pisał – odpowiedziała z uśmiechem.
- To ja wolę jeszcze trochę po cierpieć – rzekł Felipe i zaczął się śmiać – Ałć… - powiedział delikatnie.
- Wypij, środek znieczulający – odpowiedziała na pytający wzrok chłopaka.
- Carmen! – odezwał się głos należący do Deatis – Chodź no…
- Idę… niedługo wrócę – powiedziała Carmen i wyszła z Kwatery Klubu Ślimaka.
- Będę czekał – powiedział do siebie Felipe i wyciągnął spod poduszki zeszyt w czerwonej okładce, po czym zaczął czytać zapiski.

*


Czas dłużył się niemiłosiernie. Mimo, że Felipe, mógł przejść całą długość pokoju to nie czuł się na siłach aby kontynuować naukę. Żeby nie zostać w tyle przyjaciele informowali go Carmen lekcjach na bieżąco, tak więc większość czasu spędzał na ważeniu eliksirów i zmianie szczura w kufer. Od czasu do czasu rana dawała o sobie znać, jednak mikstury Mermaid działały cuda. W trakcie leczenia miał dużo czasu na przemyślenia. Nie żywił urazy do Casillasa, wiedział że nie zrobił tego specjalnie. Kiedy z nim po raz pierwszy o tym rozmawiał miał wrażenie, że Javier był bardziej przerażony niż on sam. Zastanawiał się jakim cudem przyjaciel wbił mu szpadę w plecy i dlaczego odwrócił się na dźwięk spadającej książki? Na te pytania nie mógł znaleźć odpowiedzi mimo, że wielokrotnie analizował tamtą noc.

*


- To jak? – zaczął Nico. – Jutro wracasz do szkoły?
- Tak – odpowiedział młody Cortez.
Przyjaciele siedzieli w salonie dziewczyn (przez ostatnie dwa tygodnie byli częstymi gośćmi). Popijali herbatę i zajadali się ciastem Carmen. Rana całkowicie się zagoiła, Mermaid już się o to postarała, jednak nie była pewna czy kto kolwiek to doceni. Cała szóstka młodych czarodziei rozmyślała co dalej. W końcu naprawdę było niebezpiecznie, a nikt z dorosłych jeszcze o tym nie wiedział. Postanowili nikomu nic nie mówić i żyć tak jakby cała sytuacja nigdy nie miała miejsca. Nagle usłyszeli świąteczne dzwoneczki – sygnał, który obwieścił nową wiadomość na tablicy ogłoszeń.
- Przypominamy, że 22 grudnia odbędzie się Bożonarodzeniowy Bal. Obowiązują stroje wieczorowe oraz dobre maniery… - czytał Javier.
- Ach ten jej dowcip – odpowiedział Nico na przeczytane słowa dyrektorki.
- Kobieta w starszym wieku, ma swoje odchyły – powiedział Javier zagłębiając się w lekturę planu dnia, w którym odbędzie się bal.
Carmen aby uniknąć pytań związanych z dniem 22 grudnia szybkim kokiem udała się do sypialni. Bardzo pragnęła pójść z Felipe, ale nie wiedziała czy ją zaprosi, a ona nie chciała się narzucać. Stanęła na środku pokoju nie bardzo wiedząc co chce robić, wtedy do pomieszczenia wszedł on…
- Co tak uciekłaś? – zapytał Cortez z uśmiechem.
- Tak jakoś wyszło… - odpowiedziała dziewczyna machając nerwowo rękami, bo w tym momencie zaczęły jej bardzo przeszkadzać i nie wiedziała co z nimi zrobić.
- Idziesz z kimś na bal? – zapytał prosto z mostu.
- Szczerze mówiąc to nie. Nie szykowałam się w tym roku. – skłamała Carmen wiedząc, że sukienka wisi w szafie od miesiąca.
- Pomyślałem sobie – zaczął podchodząc bardzo blisko do Mermaid, - że skoro uratowałaś mi życie, to nie chciałbym być tobie nic winien i pójdziemy razem na bal. Będziemy wtedy kwita.
- Chcesz iść ze mną, bo uratowałam ci życie? – zapytała całkowicie zaskoczona seniorita.
- Tak – odpowiedział z uśmiechem.
- Wypchaj się – odpowiedziała po chwili. – Zjeżdżaj.
- Pardon?
- Wynocha! – krzyknęła. – Nie mam zamiaru spędzać z tobą wieczoru, abyś ty miał wrażenie, że zrobiłeś dla mnie tyle samo ile ja dla ciebie.
- Mi się nie odmawia – odpowiedział patrząc prosto w brązowe oczy i marszcząc lekko brwi.
- A mnie nie traktuje się jak szmatę! Tam są drzwi – krzyknęła wskazując na wyjście.
- Powiedziałem, że idziesz…
- Nie! Ty mnie poprosiłeś, a ja ci odmówiłam – przerwała Cortezowi Carmen, akcentując ostatnie słowo, które było hańbą na dumie Felipe.
- To z kim o wielka seniorita Carmen Mermaid pokaże się na przyjęciu? – zapytał z ironią stając przy drzwiach.
- Z Davidem! – krzyknęła wiedząc, że wybranie Villi, zamiast największego ciacha w szkole jeszcze bardziej rozłości chłopaka.
- Zapamiętaj sobie, na bal idziesz ze mną – powiedział i trzasnął drzwiami, a Carmen usłyszała tylko jak do przyjaciół powiedział: Idziemy.
- Co się stało? – zapytała Fleer wchodząc do sypialni.
- Spadaj! – krzyknęła Mermaid i rzuciła butem w Francessca, która w porę wycofała się z pokoju; w takiej sytuacji lepiej aby Carmen została sama.
Seniorita była wściekła. Pisała wypracowania, opiekowała się nim, stawiała go na pierwszym miejscu a on chce ją zaprosić z litości. Uważa, że ma dług wobec niej do spłacenia i dlatego ją zaprasza. Dziewczyna nie mogła się opanować. Jakby obok stał groźny smok to na pewno byłby już martwy. Nigdy nie czuła się tak upokorzona, ponieważ… wcześniej mogła się oszukiwać, że czuje do niej coś w głębi serca, a teraz ewidentnie nie zależało mu na niej. Chciał ją zabrać na bal, bo tak wypadało. Nie mogła tego znieść.


*


Dziewczyna obudziła się. W sypialni nikogo nie było. Ubrała się i wolnym krokiem zeszła na śniadanie. W wielkiej Sali było jakieś wielkie poruszenie. Dziewczyna jak gdyby nigdy nic usiadła przy stole i nalała sobie soku pomarańczowego. Przez dłuższą chwilę ona jak i przyjaciółki już siedzące za stołem, milczały. Emocje po wczorajszej kłótni z Cortezem opadły, ale pozostało uczucie beznadziejności i winy.
- Przepraszam za wczoraj – szepnęła Carmen do Fleer.
- Rozumiem – powiedziała przyjaciółka i się uśmiechnęła. – Jesteś w stanie opowiedzieć dlaczego Felipe wyszedł od nas z miną wskazującą, że za chwilę może kogoś zabić? – zapytała, na co Carmen uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Później opowiem… - powiedziała.
- Dobrze, jednak odpowiesz na jedno pytanie – zaczęła Dee zaraz po tym jak Mercedes coś szepnęła jej do ucha. – Czy Felipe po tym zajściu mógł pójść do kogoś i go pobić?
- Masz kogoś konkretnego na myśli? – zapytała zaniepokojona Carmen.
- No nie wiem… na przykład, David Villa – powiedziała Deatis doskonale wiedząc, że jej przypuszczenia są całkowicie słuszne.
- Nie wiem… - odpowiedziała Carmen wpatrując się uporczywie w swój talerz.
- Leży w szpitalu z połamanymi nogami… - ciągnęła Dee.
- No to jutro wyjdzie – powiedziała Mermaid.
- Chyba tak… – rzekła Deatis nie wspominając, że chłopak został ciężko pobity i jego stan jest krytyczny. – Wątpię…
- Do seniority Mermaid – powiedziała mała skrzatka pełniąca rolę posłańca.
- To ja – odezwała się dziewczyna i wzięła liścik.

„To teraz z kim pójdziesz? Z kaleką?”


- Zaczekaj – odezwała się Carmen do skrzatki, - zanieś to osobie, która jej autorem tego listu – powiedziała bazgrząc parę słów na pergaminie.
Dziewczyna spojrzała w bok i w mig spostrzegła czarnowłosego chłopaka przyglądającego się jej. Był dumny i wyniosły. Carmen też zaczęła się Felipe przyglądać, choćby z tego względu, aby zobaczyć jego minę na odpowiedź.

„Wolę iść z kaleką niż z facetem, który nie zna się na szermierce i daje sobie wbić szpadę w plecy.”


Cortez zmierzył Mermaid wzrokiem. Chciał nie okazywać po sobie tego, że odpowiedzieć dziewczyna bardzo go ubodła, jednak Mermaid wiedziała swoje. Wstała i wyszła z Wielkiej Sali czując na sobie wzrok niektórych ludzi. Z tych nerw potknęła się i pewnie by upadła gdyby nie silne, całkiem nowe męskie dłonie.
- ¡Hola! - odezwał się mężczyzna z uśmiechem.
Był to uczeń ósmej klasy. Wysoki i przystojny, a mimo to Carmen zwróciła na niego uwagę pierwszy raz w życiu.
- Jose Hierro – odezwał się chłopak nadal trzymając Carmen w talii.
- Carmen… Mermaid – odpowiedziała cicho dziewczyna wpatrując się w zielone oczy chłopaka. – Możesz mnie już puścić, nie upadnę…
- Nie często można dotknąć ciała tak wspaniałej kobiety – powiedział z uśmiechem usprawiedliwiając się dlaczego jeszcze obejmuje Carmen.
- Dziękuję – rzekła i pomyślała, że z charyzmą to daleko mu do Felipe.
W tym właśnie momencie z Wielkiej Sali wychodził ów Felipe. Groźnie zmierzył wzrokiem nowego chłopaka po czym udał się na błonie wraz z Javierem i Nico.
- Wziął mnie na celownik – powiedział Jose przyglądając się Cortezowi.
- Straszy, straszy – powiedziała Carmen, - tylko gadać umie.
- Idziesz na bal? – zapytał chcąc podtrzymać rozmowę.
- Nie mam z kim – odpowiedziała Carmen zastanawiając się jak to wszystko się skończy.
- Wybrałabyś się ze mną? – zapytał w końcu.
Dziewczyna zawahała się, jednak po chwili uznała, że będzie to doskonała prowokacja dla Felipe.
- Z chęcią – odpowiedziała uśmiechając się.
- Przyjdę po ciebie do dormitorium o dziewiętnastej – powiedział Jose.
- Mieszkam na…
- Szóstym piętrze na samym końcu korytarza – wtrącił chłopak. – Wiem Carmen – i odszedł zostawiając zaskoczoną Mermaid.

*


Czwórka młodych czarodziei siedziała w schowku na miotły. Przez kłótnię Carmen z Felipe ucierpiały też stosunku między Deatis, Frans, Javierem i Nico. Nie to, żeby i oni się pokłócili jednak nie mogą się spotykać, kiedy tamtych dwoje jest w pobliżu.
- To jest żałosne – odpowiedział Javier ustawiając miotły.
- Żałosny to będziesz ty jak się Felipe dowie o tych schadzkach – odpowiedział Nico siedząc na czymś co przypominało wiadro.
- Trzeba coś z tym zrobić, bo Cortez rozpęta tutaj piekło – rzekł Javier siadając na miotle, która zawisła w powietrzu.
- Żeby zakończyli tą dziecinadę jedna ze stron musi ustąpić w co wątpię… – powiedziała Deatis. – Carmen z przyjemnością robi wszystko by rozłościć Felipe.
- Trzeba przyznać, że dobrze jej to wychodzi – rzekł po chwili Nico wpatrując się kamienną podłogę.
- Żarty potem – skarcił Javier.
- Nic nie zrobicie – odezwała się Francessca, - to się samo musi rozwiązać.
- Frans ma rację – przytaknęła Dee, - Carmen i Felipe są bardzo uparci, nasze pięć groszy tylko pogorszy sprawę.
- Mam mu pozwolić na wszystko co sobie zaplanuje?! – krzyknął Javier rozkładając ręce.
- No tak – powiedziała Deatis.
- No ale… nie no! – krzyczał Javier. – Dobrze, skoro tak mam być lepiej to nie będę go przed niczym zatrzymywał.
- Zobaczycie samo się rozwiąże – powiedziała Frans spoglądając na zegarek.
- Zmieńmy temat, z kim idziecie na bal? – zapytał uśmiechnięty Nico.
- Ja idę z Fernando Ferres – odpowiedziała Francessca.
- Tym ścigającym? – zapytał Javier.
- Tak, coś nie tak? – odpowiedziała pytaniem Frans.
- Upewnić się nie można?
- A ty Deatis z kim idziesz? – krzyknął Nico chcąc uspokoić towarzystwo.
- Miałam zostać z Carmen w dormitorium…
- Ale chyba nie zostaniesz skoro Mermaid idzie z tym Hierro – zapytał Nico.
- Trzy dni zostały, a ja jak ta ostatnia sierota jeszcze się z nikim nie umówiłam – odpowiedziała Deatis rozglądając się po ścianach.
- To się dobrze składa, bo druga sierota siedzi przed tobą – odezwał się Nico i uśmiechnął się szarmancko. – Pójdziesz ze mną na bal?
- Jeśli tego chcesz to pójdę – odpowiedziała z uśmiechem.
- Chce iść z osobą, z którą mam o czym pogadać.
- A ty Javier z kim idziesz? – zapytała Francessca chcą zmienić romantyczny klimat.
- Ja nie idę – odpowiedział, - mam co innego do roboty w tym dniu - odpowiedział, a Nico pokręcił tylko głową.

*


Następnego dnia znowu panowało wielkie poruszenie wśród uczniów. Gdy seniorita Mermaid weszła do Wielkiej Sali od razu grupka chłopaków z młodszy jak i starszych klas zasypali ją pytaniami czy pójdzie z którymś z nich na bal. Dziewczyna szybkim krokiem udała się do stołu klasy Carmen, gdzie to koledzy z klasy nie pozwolili dręczyć koleżanki.
- O co chodzi? – zapytała w końcu przyjaciółki.
- Dziś w „Monette” została opublikowana lista stu najlepiej zarabiających ludzi w całej Hiszpanii – odezwała się Deatis. – Twój ojciec nalazł się na dwunastej pozycji.
- A po ludzku mówiąc to w tym roku przypadło ci miano „najlepszej partnerki na bal”.
- Świetnie – powiedziała Carmen, której do szczęścia brakowało bandy smarkaczy chcący być „trendy”.
- Z kim idziesz na bal? – powiedziała Mercedes, która się przysiadła. – Wybrałaś już kogoś? Słyszałam, że i Cortez ma chrapkę na ciebie…
Dziewczyna o krótkich czarnych włosach, była koleżanką z klasy Mermaid. Określić można ją mianem lojalnej i koleżeńskiej, jednak ma jedną wadę – uwielbia plotkować.
- Idę z Jose Hierro – odpowiedziała Carmen.
- Z tym z ósmej klasy? – zdziwiła się Mercedes.
- Si – odpowiedziała Mermaid.
- Mogłaś lepiej wybrać – powiedziała koleżanka i z zawiedzioną miną odeszła od stołu.

*


Nadszedł dzień balu. Z tej okazji wszyscy mieli dzień wolny, który można było wykorzystać na przygotowania. Parę minut przed dziewiętnastą Carmen stanęła przed lustrem. Założyła długą czerwoną suknię zapinaną na szyi i odsłaniającą plecy. Zastanawiała się czy lepiej było jej w rozpuszczonych włosach czy w spiętych. Mały czarny piesek plątał się pod nogami. Dziewczyna dostała go od ojca kilka dni temu, z racji tego że jej kot gdzieś zaginął. Tak więc zwierzak krążył wokół swojej pani chcą się bawić, jednak wybrał sobie zły moment. Frans i Dee dawno wyszły. Seniorita Mermaid popatrzyła na zegarek i usłyszała dzwoneczki.
- Przyszedł – powiedziała biorąc torebkę z łóżka.
- Witaj – powiedział Jose, kiedy to Carmen znalazła się na korytarzu. – Dobrze dobrana kreacja – pochwalił.
- Dziękuję – powiedziała zakłopotana. – Możemy iść?
Hierro chwycił rękę dziewczyny i zaczęli schodzić po schodach. Mermaid czuła na sobie spojrzenia mijanych ludzi. Krępowało ją to, w przeciwieństwie do jej partnera. Ten głowę miał uniesioną jakby chciał wykrzyczeć całemu światu z kim idzie na bal. Dziewczyna zaczęła żałować, że nie poszła z Felipe. Trzeba było schować swoją dumę w buty, przynajmniej teraz by się wstydu nie najadła. W końcu doszli do drzwi od Wielkiej Sali. Pomieszczenie przeszło „małą” metamorfozę. Za pomocą czarów dobudowane zostało jedno piętro. Kiedy czarodziej pójdzie prosto znajdzie się w miejscu przygotowanym do tańca. Małe, z daleka wyglądające jak gwiazdki, światełka unosiły się w powietrzu oświetlając tym samym parkiet. Tam gdzie zazwyczaj znajdował się stół dla nauczycieli, teraz rozstawiona była orkiestra, W rogach ustawili dwie wielkie choinki ustrojone w srebrno-czerwone bombki, które to mieniły się białymi i czerwonymi światełkami. Obrazy rozwieszone na ścianach zostały przystrojone jemiołami, a podłoga wypolerowana oraz zaczarowana. Deatis rozglądała się za Nico. Zamiast chłopaka wzrokiem znalazła Carmen czego najmniej pragnęła. Bała się, że jeśli seniorita Mermaid zobaczy ją z Torresem uzna to za brak lojalności wobec siebie. Tak więc czym prędzej schowała się za akwarium stojące na korytarzu i zaczęła obserwować Carmen. Z szybko bijącym sercem modliła się, aby Nico spóźnił się jeszcze chwilkę. Spostrzegając pytające spojrzenia mijających ją ludzi, zaczęła przyglądać się rybom pływającym w wodzie. Duże i małe. Białe i czarne. Przeciwieństwa, podobieństwa. Było w tych stworzeniach coś niezwykłego. Wodniki o fioletowym kolorze ganiały, buntowniki o czerwono białych łuskach, co przypominało taniec pary na balu. Małe zielone spotki pływały wokół miniatury zamku Iigameses. Deatis znajdowała to coraz nowsze gatunki. Jedna rybka wydała się jej wyjątkowo zabawna. Był to Benito o ciemno zielonym kolorze łuski z czarnym znaniem na boku przypominającym pióro. Nagle zauważyła, że jest obserwowana przez ludzkie brązowe oczy
- Chodź tu – powiedziała i pociągnęła chłopaka za akwarium.
- Tak od razu? Wieczór dopiero się zaczął – powiedział rozbawiony Nico.
- W drzwiach stoi Carmen, nie może nas razem zobaczyć.
- Wydaje mi się, że ma większe problemy – odpowiedział Torres wychodząc zza akwarium i ciągnąc za sobą przestraszoną Deatis.
Młody czarodziej miał rację. Seniorita Mermaid wpadła w poważne tarapaty.
- No gdzie jest twój partner – dopytywała się wychowawczyni Carmen.
- Już mówiłam. Nie wiem, przed chwilą tu był. – odpowiedziała dziewczyna coraz bardziej zdenerwowana, że sytuacja wymyka jej się spod kontroli.
- Dobrze wiedziałaś, że przeszłaś do następnego etapu w konkursie z Astronomi – mówiła nauczycielka od eliksirów – Jako osoba, która reprezentuje naszą szkołę w konkursach między szkolnych musisz zatańczyć walca wspólnie z dyrektorką…
- Tak, wiem – przerwała jej Carmen.
Nagle wielkie akwarium runęło na ziemię z wielkim hukiem. Nauczycielka załamała ręce. Wyjęła różdżkę, naprawiła szklaną figurę. Popatrzyła groźnie na Corteza i zaczęła na niego wydzierać, że jest pierdoła i ostatnia sierota boża.
- Na parkiet – odezwał się głos Ikera Díeza nauczyciela języka hiszpańskiego.
- Nie ma partnera – powiedziała kobieta przerywając wrzaski na Felipe.
- Jak to? – zdziwił się mężczyzna. – Jakim cudem… Cortez. Chodź no tu. Zatańczysz z nią.
- Ja? – zdziwił się Felipe.
- Na parkiet – powiedział Iker wypychając dwójkę uczniów na kamienną podłogę.
Na samym środku stanęła pani dyrektor ubrana w długą kremową sukienkę z falbankami. Dała znak, aby wszyscy zamilkli i zaczęła wyczytywać laureatów konkursów. Wyróżnieni stanęli w kole. Carmen ignorowała fakt z kim tańczy. Nie reagowała na żadne jego słowa. Postanowiła zrobić co do niej należało i czym prędzej się od niego oddalić. Felipe zaś stanął naprzeciw dziewczyny, popatrzył w jej oczy, położył swoją prawą rękę na jej nagich plecach, lewą ujął jej dłoń, przycisną do siebie i zaczął tańczyć walca wiedeńskiego obracając swoją partnerką to raz w lewą, to w prawą stronę. „Raz, dwa, trzy… raz, dwa, trzy… raz, dwa, trzy…” - powtarzała w myślach Carmen jednak po pierwszych trzech obrotach przestała liczyć kroki i zaczęła wsłuchiwać się w takt muzyki, zamknęła oczy. Cudownie jej się tańczyło z Felipe, który to czuł się dosyć pewnie w tym tańcu. Jednak jak tylko muzyka ucichła wszystko jakby prysło. Carmen spojrzała na Corteza i odeszła do Jose, który to się jakimś cudem znalazł. Wszyscy uczniowie, nauczyciele oraz goście, głośno i wyraźnie powiedzieli „na górę”. W mig naleźli się piętro wyżej gdzie to były ustawione stoły z jedzeniem i piciem. Na podłodze rozłożona została czerwona wykładzina, stoły nakryte były białymi obrusami. Kiedy czarodziej patrzył w górę widział śnieg, który nigdy nie spada na ziemię. Wielka zielona choinka ubrana w białe bombki stała na środku Sali, a pod nią prezenty dla wychowawców klas. Seniorita Mermaid i Jose Hierro usiedli gdzieś pod oknem z dala od Felipe. Kiedy tylko zjedli Carmen zasypała swojego partnera zażaleniami co do zostawienia jej samej przed tańcem. Usłyszała tylko, że ktoś miał dla niego ważną przesyłkę. Nastało długie, kłopotliwe, milczenie.
- Chodź, zaczerpniemy świeżego powietrza – powiedział nagle Jose, na co dziewczyna podniosła się z krzesła.
Udali się na błonie koło fontanny. Wszyscy uczniowie znajdowali się na przyjęciu tak więc obecnie na dworze nikogo nie było. Światło księżyca oświetlało dróżki i wodę w fontannie. Mermaid czuła się trochę skrępowana, a Jose wyglądał na wniebowziętego.
- Ładna noc – odezwał się, na co dziewczyna odpowiedziała mu milczeniem. – Coś nie tak?
- Wszystko w porządku – powiedziała cicho.
- Jesteśmy tu sami, – rzekł zbliżając się bardzo blisko do dziewczyny - całkiem sami – szepnął do ucha.
- Señor Hierro – odezwał się cichy głos skrzatki, tym samym przerywając próbę pocałunku.
- To ja – odezwał się złowrogo.
- Pilna sprawa, proszę za mną – powiedział posłaniec i udał się w kierunku zamku.
- Masz tu czekać na mnie – powiedział Jose, a Carmen coraz bardziej żałowała, że w ogóle na cokolwiek się zgodziła.
Męska sylwetka znikła w oddali. Mermaid szybko zaczęła analizować co by się stało gdyby teraz uciekła. Do zamku trudno było by się dostać inną drogą niż tą, którą podążał Jose. Widziała żądze w jego oczach. Bała się tego co może jej zrobić. Zanim się odwróciła chłopak był z powrotem.
- Już jestem – odpowiedział z uśmiechem. – Tęskniłaś?
- Si – odpowiedziała smutno Carmen.
- Mówiłem ci, że ślicznie wyglądasz? – zapytał szukając wzroku Carmen, przez chwilę wydało się to dziewczynie komiczne.
- Dziękuję – opowiedziała i zamilkła.
Seniorita Mermaid zaczęła wpatrywać się w swoje odbicie w wodzie, przykucnęła i dotknęła ręką tafli wody.
- Mówią, - zaczął chłopak kucając obok dziewczyny - że jeśli człowiek nie może z kimś pomilczeć to nie może też i porozmawiać. Jeśli nie masz ochoty na rozmowę to możemy pomilczeć – dodał, zakładając dziewczynie niesforny kosmyk włosów za ucho.
- To pomilczmy.

Tym czasem w zamku, Javier ciągnął za sobą zakapturzone ciało wysokiego faceta. Plecami otworzył drzwi do salonu chłopaków z Barcelony i rzucił na podłogę mężczyznę. Przeklął ciężar gościa i zamilkł wpatrując się w parę siedzącą na kanapie.
- No świetnie! – krzyknął. – Powinieneś teraz wstać i powiedzieć: To nie tak jak myślisz – dodał po chwili, kiedy to Nico nie zareagował na jego wrzaski.
- To nie jest tak jak myślisz – odpowiedział bez przekonania.
- Wiesz co, Oskara za to nie dostaniesz – powiedział Javier. – Co tu robicie?
- Tłumaczę Deatis zasady Formuły1.
- A ja jestem wróżka zębuszka – odrzekł Casillas z ironią.
- Dzieci piętro niżej – powiedział Nico upijając łyk szampana. – Kto to? – zapytał wskazując na ciało leżące na podłodze.
- A taki tam sobie… moglibyście go popilnować?
- Czy ja tu mam napisane „opiekunka”? – zapytał Nico wskazują na swoje czoło.
- Dzięki, to ja wpadnę później – odpowiedział Javier i wycofał się na korytarz.
- No ale zabieraj mi go stąd! – krzyknął Nico, jednak przyjaciel zniknął już za rogiem.
- Kto to jest? – zapytała Deatis stając przy Nico.
Chłopak podszedł do leżącego ciała i ściągnął kaptur.
- Jose Hierro – powiedziała zdziwiona. – To kto jest z Carmen?

- …przyszłość z eliksirów – mówił partner Carmen. – Naprawdę, powinnaś gdzieś opublikować swoje pomysły. Kto wie, może kiedyś dzieci będą uczyły się z twoich książek.
- Marzenie ściętej głowy – odpowiedziała rozbawiona seniorita Mermaid, upijając łyk czerwonego wina. – Jednak nigdy nie mów nigdy.
- Byłaby z ciebie cudowna pani profesor – stwierdził czarnowłosy chłopak. - Z przyjemnością zostawałbym po lekcjach.
Nastało milczenie.
- Co tak posmutniałaś? – zapytał po chwili.
- Ja mam pracować w biurze nad nowymi miotłami – odpowiedziała. – Z pisania książek nic nie ma. Nie wyżywię rodziny…
- To może niech mężczyzna żywi rodzinę, a ty poświęć się eliksirom – odpowiedział przytulając Carmen do siebie. – Masz talent, nie zmarnuj go…
- Mam też talent w gotowaniu – powiedziała nagle. – Nikomu nie mów, ale kiedy miałam szlaban w kuchni to gotowałam tylko dla Corteza.
- Wiem… słyszałem.
- I co jeszcze słyszałeś? – zapytała.
- Po zrobieniu posiłków obserwowałaś jego reakcje.
Nastało milczenie, jednak po chwili Carmen odsunęła się od chłopaka. Popatrzyła w jego ciemnobrązowe oczy i go spoliczkowała.
- Cortez – powiedziała. – Można było się tego domyślić! Jesteś ostatnim draniem jakiego znam! Nie dosyć, że wykorzystałeś mój eliksirwielosokowy to jeszcze czytałeś mój pamiętnik!
- Nie wiem o czym mówisz – udał głupiego Felipe.
- Po pierwsze eliksir był zły. Nie zmieniał koloru oczu. Ty masz brązowe, a Jose zielone. Po drugie o robieniu posiłków wiedziałam tylko ja! Powiedz… od dawna czytasz mój pamiętnik?
- Odkąd po raz pierwszy wiązałem ci krawat. Kiedy naprawiałem komodę zobaczyłem zeszyt…
- Dość! – krzyknęła i wstała. – Posunąłeś się za daleko!
- Ale Carmen no… było tak miło.
- Miło to było z Jose, a nie z tobą – krzyknęła.
- Widziałem jak ze strachem przez pierwsze parę minut na mnie patrzyłaś! – krzyknął i złapał Carmen w talii. – Porozmawiajmy.
- Idź do diabła - odpowiedziała wyrywając się z objęć chłopaka.
- Carmen… - urwał ponieważ oboje wpadli do fontanny.
- Moja suknia! – krzyknęła dziewczyna. – Zniszczona!
- Przesadzasz – powiedział rozbawiony Felipe, który również był cały mokry. – Uważam, że nadal zjawiskowo wyglądasz – dodał wpatrując się w dziewczynę.
- A ty wyglądasz jak kretyn w tej zawiązanej muszce – odpowiedziała na co chłopak swoimi prawdziwymi dłońmi rozwiązał ozdobę; Carmen z bólem przyznała, że teraz wygląda jeszcze bardziej pociągająco.
PSTRYK
- Gratuluję Felipe – odezwał się głos młodej dziewczyny. – Jutro to zdjęcie ukarze się na pierwszej stronie.
I się wszystko wyjaśniło. Przez cały wieczór Carmen była obserwowana przez Ane Capoor – szkolną dziennikarkę z rubryki plotkarskiej. Czekała tylko na moment, w którym to Mermaid zostanie sam na sam ze swoim balowym partnerem. Cortez dobrze o tym wiedział, toteż uknuł plan podmiany ról. Dzięki temu wyszło, że to Felipe spędził wieczór z najbardziej pożądaną dziewczyną wieczoru. Carmen poczuła się oszukana i zdradzona. Wstała i zapłakana udała się do swojego pokoju.
- Carmen czekaj – krzyknął za nią Cortez. – Cami nie płacz…
Dziewczyna wybiegła na korytarz pewna, że zgubiła goniącego ją Felipe. Rozejrzała się przez chwilę po czym zauważyła grupkę ludzi. Postanowiła ignorować fakt, że jest cała mokra i jak gdyby nigdy nic udała się na schody.
- Prosze, prosze kogo my tu mamy – odezwał się kolejny męski głos; dziewczyna zaczynała mieć tego wszystkiego dość. – Cóż za ciało i pieniądze – powiedział nieznajomy po czym przycisnął Carmen do siebie.
- Lala, a gdzie twój chłopak? Co? Mnie też pobije? – mówił, cały czas mocno ściskając Mermaid.
- Skoro tego bardzo chcesz – odpowiedział Felipe stając za oprawcą. – Senna, puść ją.
Chłopak całkowicie zaskoczony natychmiast wypuścił Carmen z rąk, dzięki czemu dziewczyna mogła złapać oddech. Nie czekając na rozwój wydarzeń uciekła na górę. Felipe odprowadził ją wzrokiem po czym pięścią przywalił chłopakowi w twarz.
- Zapamiętaj sobie – szepnął kucając obok leżącego Senny, - ta dziewczyna jest tylko i wyłącznie moja, nie mam zamiaru się nią z nikim dzielić. Jeśli ktoś ją jeszcze raz dotknie poślę go tam, gdzie diabeł boi się zaglądać – powiedział i poszedł na szóste piętro.
Cortez w mgnieniu oka znalazł się przed drzwiami wiodącymi do pokoju Carmen. Zapukał trzy razy po czym rozległo się ciche „prosze”.
- Carmen źle mnie zrozumiałaś wtedy… - zaczął się tłumaczyć kiedy stanął na środku sypialni dziewczyn.
Mały piesek – Devdas zaczął głośno szczekać i warczeć.
- Co to? – zapytał zaskoczony Felipe. – Kupiłaś sobie psa.
- Idź stąd, bo cię nim poszczuję – odpowiedziała dziewczyna owinięta w szlafrok.
- Ten kundel ma mnie ugryźć? – zdziwił się Cortez po czym podniósł psiaka za obroże - Przecież, jak on otworzy mordkę to nie obejmuje mojej ręki, a co dopiero nogi – zakpił Felipe.
- Zostaw mnie, już wystarczająco namieszałeś w moim życiu – powiedziała ze smutkiem Carmen.
- Daj mi tylko wytłumaczyć to o co się tak wściekłaś…
- Żegnam – powiedziała otwierając drzwi.
Cortez popatrzył przez chwilę na czarnego pieska, potem wzrok przeniósł na Carmen. Zauważył, że i tak nic nie zdziała, więc wyszedł. Poszedł prosto do swojej sypialni. Nie zwrócił uwagi na siedzącą w ich salonie Deatis, na nieprzytomnego Jose leżącego na podłodze, ani nawet na spojrzenie Javiera pytające o powodzenie akcji. Chłopak zdjął wszystkie mokre ubrania. Położył się pod satynową pościel i zaczął rozmyślać o tym co poszło nie tak. Dziś miał się z Carmen pogodzić. Męczyła go ta cała kłótnia. Lubił kiedy się do niego uśmiechała i robiła te swoje maślane oczka. Wszystko poszło by dobrze gdyby nie ten fotograf, gdyby nie myślała, że jemu zależało tylko na zdjęciu. Czuł, że coś stracił i nie wiedział jak to odzyskać. Zamknął oczy i widział jej roześmianą twarz. Musiał coś wymyślić, musiał mieć jakiś nowy plan. Nagle otworzył oczy i uśmiechnął się sam do siebie.

*


Zadzwonił budzik. Carmen po omacku wyłączyła zegarek. Spostrzegła, że jej nowy pupilek na stałe zadomowił się w jej łóżku. Najwidoczniej wtulony był w nią całą noc. Dziewczyna postanowiła w przypływie wolnej chwili wytresować psa.
- Carmen, - odezwała się Deatis – przyniosłam ci śniadanie. Lepiej żebyś nie schodziła do Wielkiej Sali.
- Przyniosłaś gazetę? – zapytała czarnowłosa.
- Ech… no mam – odpowiedziała kładąc kilka kartek na łóżku.
Mały piesek wziął w zęby gazetę i przyniósł swojej pani. Seniorita spojrzała na nagłówek „Carmen Mermaid usidlona przez Felipe Corteza” i to zdjęcie…
- Zabierz to – powiedziała i upadła na poduszkę. – Nie chcę dzisiaj nikogo widzieć.
- Przyjdę o trzynastej, kiedy to będziemy zaczynały rozjeżdżać się na święta do domów. - odpowiedziała Deatis i tacę z jedzeniem postawiła na komodzie.
Mały piesek przytulił się do załamanej Carmen. Wszystko toczyło się jak najgorszy koszmar. Dziewczyna lubiła mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Kiedy coś nie szło po jej myśli zaczynała panikować. Znowu wmawiała sobie, że jednak Felipe coś do niej czuje. Nalegał na rozmowę, więc musiało mu zależeć, jednak z drugiej strony wczorajszy dzień miał od rana do wieczora zaplanowany. Specjalnie wywalił to akwarium z rybkami i dałaby sobie rękę uciąć, że to on maczał palce w nagłym zniknięciu Jose.
- Kocha mnie? – zapytała swojego pieska, na co szczeniak odpowiedział jej liźnięciem w policzek. – Uznam, że nie masz zdania…
Dziewczyna leżała w łóżku póki nie przyszła Deatis i siłą ją z niego zepchnęła. Ubrała się w czarne spodnie, czerwoną bluzkę. Założyła czarny płaszcz, duże okulary i z miną gwiazdy, którą ściga tłum paparazzi, wyszła z zamku. Samochód i dobry słucha Rahul już na nią czekali. Trzymając swojego pieska na kolanach pojechała do domu. Tym razem nie zamieniła żadnego słowa z szoferem. Była tak przybita wczorajszym balem, że nie mogła z nikim rozmawiać. Dojechali na miejsce. Dom z zewnątrz nie zmienił się wcale. Nie dotarła tu amerykańska tradycja przyozdabiania wilii świecidełkami i innymi akcentami świątecznymi. Zresztą, w jej domu nawet i choinka nie została ubrana. Było to niezgodne z tradycją hiszpańską. Tak więc na stole został postawiony tylko skromny żłobek. Carmen jak tylko weszła do domu od razu została przywita przez swoją matkę i ojca. Dziewczyna mimo podłego nastroju była szczęśliwa, że tym razem w święta ojciec Carmen nie musi niegdzie jechać.
- Jak minęła podróż? – zapytał Stefano.
- Dobrze – odpowiedziała dziewczyna.
- A widziałaś jakie sztuczki twój piesek potrafi? – zapytał ojciec widząc kręcącego się pod nogami psiaka.
- Nie – odpowiedziała szczerze.
- Patrz – powiedział mężczyzna i narysował trójkąt w powietrz na co piesek przechylił głowę w bok jakby chciał się zapytać „ale o co chodzi?”. – Człowiek tresuje takie coś całe miesiące, a później ten kundelek zapomina wszystko po dwóch dniach.
- Zmęczony jest – powiedziała Carmen rozbawiona miną ojca. – Wygraliście coś wczoraj w „Wielkiej Loterii”23?
- Nie – odpowiedziała z uśmiechem mama, - aczkolwiek tata był blisko. Dwie liczby strzelił.
- To się pewnie ucieszył – powiedziała Carmen.
- Jak małe dziecko – szepnęła z uśmiechem Ellen.
- Co tam sobie szepczecie moje kobiety? – zapytał Stefano zostawiając tresurę psa na później.
- Obiad będzie za piętnaście minut – powiedziała Seniora Mermaid.
- Czyżby? – zdziwił się pan domu.
- Jak ten czas zasuwa, ja się musze jeszcze przebrać – powiedziała Carmen z uśmiechem biorąc pieska na ręce. – To ja lecę…
- Tylko uważaj bo żyrandole nisko zawieszone – krzyknął ojciec.
- Jakiś ty zabawny – odpowiedziała z uśmiechem córka.
- Nowoczesny jestem ojciec co? – rzekł do swojej żony puszczając jej oczko.
- Weź ty się uspokój – powiedziała Ellen z uśmiechem i poszła do kuchni.
Carmen padła na łóżko, a piesek razem z nią, tylko z tą różnicą że zwierzak chciał się bawić, a Mermaid zapaść pod ziemie.
- Zostaw mnie – powiedziała odpychając od siebie psiaka, który znowu zaczął ją lizać.
Devdas obrażony postanowił zrobić sobie wycieczkę po pokoju. Wskoczył na krzesło, potem na biurko, gdzie poniewierała się sterta papierów (brakowało tam tylko małego psiaka skorego do psot). Devdas widząc plik papierów oparł się o kartki co spowodowało zrzucenie wszystkiego na podłogę (łącznie ze skromną osobą zwierzaka). Carmen słysząc skowyt psa wstała, aby sprawdzić co się stało. Bałagan jaki zastała półtora metra dalej dowiódł tego, że Devdas jest zdolnym pieskiem. Pogłaskała go przez chwilę i zaczęła zbierać papiery. Referaty, listy, notatki, trochę zdjęć. Psiak doszedł do siebie po upadku i zaczął biegać po tym co zwalił, zatrzymał się przy zdjęciu na którym był Felipe Cortez (jakby miał szósty zmysł, jakby wiedział, że Carmen właśnie teraz o nim myśli). Chwycił w mordkę fotografię i podał swojej pani. Dziewczyna popatrzyła na chłopaka.
- On mnie nie kocha – powiedziała cicho do pieska, na co on położył swoją główkę na jej kolanie. – Nie kocha…
Dopiero po paru minutach zebrała się w sobie, aby pójść na obiad. Dziękowała Bogu, że wszystko minęło bardzo szybko i zanim się obejrzała nastał wieczór. To ciągłe rozmyślanie o Felipe i balu, bardzo wykończyło ją psychicznie. Wzięła szybki prysznic, ubrała się w skąpą pidżamę i zasnęła mając nadzieję, że po powrocie do szkoły wszystko jakoś się uspokoi. Piesek tym razem położył się na skraju łóżka tak, że mógł oglądać swoją panią. Była godzina dwunasta w nocy. Wszyscy domownicy spali. Pokój oświetlało światło księżyca. Zasłony były lekko poruszane przez wiatr. Psiak nie zmrużył oka. Cały czas obserwował Carmen jakby się bał, że gdzieś mu ucieknie. Bezszelestnie zeskoczył z łóżka i powrócił do swojej pierwotnej postaci. bowiem mały piesek nie był pieskiem. Młody mężczyzna odwrócił się do leżącej dziewczyny. Pogłaskał ją i pocałował w policzek. Popatrzył na nią jeszcze przez chwilkę po czym otulił ją w długi ciemny płaszcz, wziął na ręce i wyszedł z pokoju. Po cichutku, nie wywołując alarmu wśród domowników udał się do wyjścia. Kiedy miał nacisnąć klamkę usłyszał za sobą męski głos.
- Co ty robisz?
Cortez odwrócił się na pięcie i popatrzył prosto w oczy ojca Carmen.
- Niech pan posłucha – zaczął, - nic złego nie robię. Gdybym chciał panu coś ukraść to bym to dawno zrobił.
- Właśnie kradniesz mi to co mam najcenniejsze – odpowiedział Stefano, a zaraz po tych słowach zeszła się pozostała męska część rodziny, Alfredo, Conrado i Fernando, z wyciągniętymi różdżkami ku Felipe.

20 zioło Angaredona - środek na rany;
21 zioła Aran - zioła wspomagające funkcje życiowe oraz posiadające właściwości lecznicze;
22 Felix Felicis - eliksir, gdzie po jego wypiciu człowiek przez określony czas ma ogromne szczęście;
23 Wielka Loteria - Dnia 22 grudnia zaraz z rana odbywa się w Madrycie losowanie bardzo popularnej loterii. Prawie wszyscy kupują losy, aby wziąśc w niej udział. Można wygrać sporo pieniędzy. Wygrywające numery są wyśpiewywane przez dzieci z madryckiej szkoły dla sierot San Ildefonso;



Mam nadzieję, że jakoś dotrwaliście do końca i że Was troszeczkę zaskoczyłam ;) Jedyne co mogę dodać, to to aby scenę z pieskiem czytać przy tej muzyce. Ponad to (całkowicie nie związane z tematem) polecam do przesłuchania "Trzech Muszkieterów" w wersji angielskiej i arabskiej.
» data: 13 grudzień 2008
» Powrót
» posted by CamiShoot
» komentuj



No skarbie, gdzie jest pierwszy rozdział? Mam wrażenie, że się dogadamy, bo czytając Twoje 'o mnie', widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego(Austin i Titanic - czuje się jak w domu). Cóż... czekam na rozdział...
holly-grey
           » http://holly-grey.blog4u.pl    1 styczeń 2009


Honey,Honey Lady Carmen! Podziwiam twoją wyobraźnie na szablonie u Deatis, jest on cudny. Chcę powiadomić, że u mnie nowy rozdział i mam małe pytanie. Czy znasz kod na to aby na szbalonie pokazały się polskie znaki zamiast tych eee dziwnych znaczków :) Pozdrawiam Saka Devisza :)
Devka
           » brak www    1 styczeń 2009


Zapraszam na rozdział "Wredna francuzeczka " i jeszcze raz dzięki za szablon :*
Deatis
           » http://lodowata-wisienka.wjo.pl    1 styczeń 2009


A więc...
1. spam, bo tak dużo ostatnio komentarzy u pani dodałam ^^'
2. Czepła się pani słusznie. == Jak już mówiłam beta się we mnie uśpiła, więc błędy mogły być. Teraz to pozostaje mi się zastanowić jak ładnie to zmienić ^^'
3. Irina? Nie, nie, nie. Nie Irina.
Ale i tak się pani nie domyśli ^^'

Za odpowiedź dziękuję. I zapytuję tak na koniec: cóż to takiego się pani w Fiodorze podoba? :>
Crimson
           » http://crimson-perish.blog4u.pl    29 grudzień 2008


Witam panią (na nietoperza, czy to już nie jest spam? oO) i informuję, żeby potem nie było, że zawiodłam, o pojawieniu się Rozdziału Szóstego ^^

Mam nadzieję, że się spodoba. ^^
Crimson
           » brak www    28 grudzień 2008


A tak swoją drogą, bo się zapomniałam zapytać, tak z czystej ciekawości, czy erm... dyrekcja Iigameses ma coś przeciwko zatrudnianiu śmierciożerców? :>
(spoziera ciekawie)

PS. rozdział jednak jutro się pojawi. Beta poszła spać --
Crimson
           » http://crimson-perish.blog4u.pl    28 grudzień 2008


Ano, na razie szablon nowy jest tylko. Mam nadzieję, że się podoba? ;>

A rozdział pisze się właśnie. Dzisiaj powinnam go skończyć, więc w godzinach okołopółnocnych powinien się pojawić, albo dopiero jutro ^^'

PS. A oczy nie są czerwone. Są czarne :P
Crimson
           » brak www    27 grudzień 2008


Mam tą niesłychaną przyjemność, poinformować, że rozdział właśnie się ukazał ^^' tak na święta xD
Deatis
           » http://lodowata-wisienka.wjo.pl    25 grudzień 2008


Porwanie? No cóż wątpię,że mężczyźni na to pozwolą. A ten pomysł z pieskiem. Genialnie! Czekam na ciąg dalszy.

Wybacz, ze tak krótko. Brak weny na komentarz. Następnym razem się postaram. A tymczasem zapraszam do siebie. Pozdrawiam i życzę Wesołych i spokojnych świąt
Meris
           » http://secrets-snapes.wjo.pl    24 grudzień 2008


Nie, nie, droga Lady Carmen. Nie musi się pani do żadnej księgi wpisywać, ani nic. To po prostu zawiódł mój system powiadamiający (w końcu północ dochodzi, a człowiek się męczy z html'em do nowego szablonu, a potem sobie myśli: dobra, powiadomię jak linki dopasuję, a potem przychodzi Siła Wyższa i wydziera się, że już pierwsza i że co ty jeszcze na komputerze robisz --).
Ale obiecuję poprawę ^^'

A sytuacja Emitery się wyklaruje do końca tej części... ^^
Crimson
           » brak www    23 grudzień 2008



Podstrona: *1* / 2