Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
I Za dużo problemów
I Za dużo problemów
C Czarny mercedes Stefano Mermaid, przebijał się wśród ulicznego zgiełku w Madrycie. Nastał pierwszy dzień września, a więc każdy spieszył się a to do pracy lub szkoły.
- Chwała Bogu, że wyjechaliśmy wcześniej – zagadnął ochoczo ojciec spoglądając ukradkiem na córkę, która wpatrywała się w ludzi biegnących ulicą .
Dziewczyna spojrzała na Stefano i lekko uśmiechnęła się. To bardzo miłe z jego strony, że osobiście odwozi ją do szkoły, tym bardziej, że wiedziała o jego napiętym grafiku na najbliższy tydzień. Od tamtego dnia, w którym obiecał jej poprawę, bardzo się zmienił. Może i nie siedzi całymi godzinami w domu, jednak fakt, iż znajduje jeden cały dzień w miesiącu tylko na spotkania z córką, był bardzo ważny dla dziewczyny. Potrafiła to docenić.
- Si – odpowiedziała obserwując, z jaką łatwością ojciec prowadzi auto.
W sumie to nie wiadomo gdzie popełnił błąd we wcześniejszych latach. Wszystko niby dobrze, a z rodziną nie spędzał tyle czasu ile przeciętny Hiszpan. Każdy wiedział, że jest pracoholikiem, jednak nikt nie wymawiał tego na głos. Założył firmę i niby to było przyczyną? Carmen przeraziła się nagle. Felipe również miał ten swój interesik. Mały, bo mały, ale był! Jednego karierowicza w domu mogła znieść, dwóch to już ponad jej możliwości.
Wjechali w tunel. Otoczyła ich ciemność. Nie było widać kompletnie nic. Mermaid zaczęła się zastanawiać, jakim cudem nikt jeszcze nie spowodował jakiegoś wypadku na tym odcinku drogi.
- Trzymaj się, będzie lekki uskok – odezwał się męski głos.
Carmen uśmiechnęła się w duchu. Zawsze jej to mówił, a ona w myślach mu odpowiadała: „Nie mów mi tego. Ja wiem”.
Po chwili, w tunelu, zobaczyli jakieś światło, które później okazało się być lampą. Wjechali wprost na parking, magicznej stacji kolejowej, w Madrycie. A tu, jakby ludzie zapomnieli, że takie miejsce istnieje. W świecie mugoli wszyscy (dosłownie) deptali po sobie. Tutaj zaś pełna kultura (tym bardziej, że były dwie osoby na krzyż, i to jeszcze z obsługi!).
Ojciec Carmen zatrzymał samochód tuż obok drzwi wejściowych prowadzących na peron.
- Poradzisz sobie sama? – zapytał Stefano wystawiając jej bagaże przed samochód. – Hej, ty w czerwonej koszulce – krzyknął ojciec machając ręką na jakiegoś młodego chłopaka. – Pomóż słabej kobiecie zanieść walizki do pociągu.
- ¡Hola Mirko! – odezwała się Mermaid wkładając ręce do kieszeni.
- ¡Hola Carmen! – odpowiedział stosunkowo niski chłopak.
Dziewczyna jednocześnie zarumieniła się i sukcesywnie zaczęła ukrywać atak śmiechu. Po słowach ojca od razu skojarzyła, że to on jest tą słabą kobietą.
- No to powodzenia – rzekł Stefano mocno przytulając córkę. – Nie urządzaj festiwali dobrze?
- Dobrze – mruknęła Carmen próbując wydostać się z uścisku ojca. – Jedź już.
Mężczyzna uśmiechnął się do córki, groźnym spojrzeniem, mówiącym „tylko sprawy służbowe mogą cię z nią łączyć” obdarował Mirko, wsiadł do mercedesa i odjechał.
Carmen postała jeszcze chwilę na chodniku, aby upewnić się czy na pewno odjechał, po czym odwróciła się do kolegi.
- Postaw to, sama je wezmę – rzekła łagodnie i wyciągnęła różdżkę.
Wypowiedziała w myśli zaklęcie i z bagażami zawieszonymi w powietrzu przekroczyła próg stacji „Sigue iguan”.
- A tobie wolno? – zapytał chłopak podążając za nią.
- Ja, w przeciwieństwie do ciebie, jestem pełnoletnia – odpowiedziała dziewczyna i poszła swoją ścieżką.
Na pierwszy napotkany peron, jakieś pół godziny wcześniej, został podstawiony czarno-złoty pociąg. Pracownicy stacji kończyli zaopatrywać maszynę w węgiel z Gór Smoczych, jakieś konserwatorki powierzchni płaskich krzątały się po kamiennej posadzce. Prócz personelu nikogo znajomego, dziewczyna nie spotkała. Było stanowczo za wcześnie, aby uczniowie zapełnili peron. Większość taką czynność zostawia na ostatnią chwilę, przez co parę minut przed dziewiątą, to miejsce zamieniało się w jakiś wielki ul. Carmen też tak robiła, dopóki w zeszłym roku o mało, co nie spóźniła się.
Takie wczesne pojawienie się w Madrycie miało swoje uroki. Mermaid nie wiedziała, że ten peron jest aż tak wielki!
Wolnym krokiem zaczęła przeszukiwać wagon. Każdy przedział był pusty. Zastanawiała się, jaki więc wybrać. Postawiła na ostatni. W końcu najmniej będzie tam osób zaglądało.
- ¡Hola Carmen! – odezwał się znajomy głos.
Dziewczyna wzdrygnęła się, przez co straciła panowanie nad zaklęciem i walizki z wielkim hukiem spadły na podłogę.
- Co ty tu robisz kretynie? – uprzejmie przywitała Davida Ville.
- Zobaczyłem cię jak byłem na dworze, to pomyślałem, że wpadnę – odpowiedział chłopak chamsko wchodząc do przedziału.
- Wyjdź – rozkazała zimno dziewczyna, wkładając zaklęciem walizki do schowka nad siedzeniami.
- Nie chcesz mnie, bo nie jestem tak popularny jak ten Cortez? – warknął blondyn rozkładając się na fotelu.
- Nie o to chodzi – odpowiedziała dziewczyna zamykając z trzaskiem szafkę. – Albo się do kogoś coś czuje, albo nie. W tym przypadku nie czuję do ciebie nic po za niechęcią i obrzydzeniem.
- Ale ty nawet nie starałaś się mnie poznać – rzekł rozkładając bezradnie ręce.
- No i co z tego?!
- Nie dałaś mi nawet szansy!
- Teraz to i tak nie ważne, bo ja mam już chłopaka – rzekła spoglądając groźnie na Ville. – Wynoś się – wycedziła przez zęby.
- Carmen, od gniewu do miłości nie daleka droga – powiedział David stając naprzeciw dziewczyny.

- Wcale, że nie – warknął Felipe otwierając drzwi pierwszego przedziału.
- Wcale, że tak – powiedział Casillas niczym małe, nieznośne, dziecko.
- Nie!
- Ależ tak! – jęknął Javier chcąc przekonać Felipe do swoich racji.
- Ależ nie! – warknął Cortez otwierając drwi do przedziału zajętego po brzegi ładnymi dziewczynami.
Panny dziwnie spojrzały na młodzieńca.
- ¡Hola mała! Widzimy się w nocy w twojej sypialni – powiedział Javier, puszczając pistoleciki z palców do jednej brązowowłosej z długimi rzęsami.
Cortez odwrócił się do przyjaciela i swoje oburzenie wyraził lekko otwartymi ustami.
- No co? – zapytał Casillas.
- Nie jestem wcale zazdrosny o Carmen – warknął Felipe wracając do głównego tematu rozmowy. – Mówię to po raz ostatni!
- No to się przekonamy – rzekł Javier odsłaniając ostatni przedział a w nim Carmen i Davida stojących trochę za blisko siebie.
Casillas pojawił się obok przyjaciela i zaczął naśladować dźwięk czajnika oznaczającego gotującą się wodę. Felipe wpatrywał się w Davida. Był tak wściekły, że w duchu dziękował za spotkanie takiej ofermy. Będzie mógł się na kimś wyładować.
- Ja nie jestem wcale zazdrosny – powiedział nieco wyższym tonem Javier brutalnie przedrzeźniające Felipe, a przy tym komicznie machając rękami. – ¡Hola, Carmen! Świetnie wyglądasz w tej swojej białej bluzce z jakże pociągającym dekoltem i w tych kusych granatowych szortach. – a gdy skończył spojrzał na Corteza.
Felipe przewrócił oczami.
- Dawidzie, czy byłbyś tak uprzejmy i wyszedłbyś z własnej nieprzymuszonej woli z tego przedziału? – zapytał Cortez siląc się na uprzejmy ton, po czym spojrzał na dławiącego się ze śmiechu Javiera.
- Niech pomyślę. Nie? – odpowiedział chłopak z dumną miną.
- W takim razie jestem zmuszony cię stąd usunąć – wyjaśnił oficjalnie Felipe chwytając Davida za koszulę.
Gdy wychodzili tak objęci o mało, co nie zderzyli się ze zdyszanym Nico.
- Pomożesz mi – warknął Felipe chwytając i Torresa za koszulę tak jakby chciał mu zaraz zrobić korektę nosa.
Nico spojrzał to na Davida, to na Felipe.
- Nie – odparł rozkładając ręce. – Morderstwa to nie moja działka, weź sobie Javiera.
- Oczywiście, jak brudna robota to weź sobie Javiera – krzyknął Casillas.
- Idziemy, bez dyskusji – odparł Felipe ciągnąc za sobą i Nico, i Davida.
Kolejne torby i walizki runęły na ziemię. Javier niechętnie podniósł się z fotela, aby pochować rzeczy przyjaciół.
- Co on taki dzisiaj zły? – zapytała Carmen upijając łyk wody mineralnej.
- Tak to jest jak się nie umie rozdzielić pracy, od życia prywatnego – odpowiedział Casillas tworząc z walizek piramidę.
- Problemy?
- Powiedział, że daje sobie radę, ale chyba mało to ogarnia - odpowiedział Javier siadając jednocześnie obok okna i dziewczyny.
- Byłeś u niego w domu?
- Si – odparł za smutkiem.
- Kupił sobie lusterko? – zapytała niepewnie Carmen.
- Nie, nadal goli się w tosterze.
Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach.
- No, ale nie jest tak źle – dodał na pocieszenie chłopak. – Ostatnio przygotowałem mu nawet relaksującą kąpiel!
- Niby gdzie, jak on łazienki nie ma? – zaciekawiła się Mermaid.
- A w kuchni, w zlewie – odparł Javier przypominając sobie tamto wydarzenie. – Były świece i płatki róż…
- I co on na to?
- Wkurzył się, bo kwiaty zapchały zlew – mruknął Javier zapamiętując aby zawsze sprawdzać z czego są wykonane róże leżące u Corteza na stole.
Pociąg zagwizdał trzy razy. Był to znak, że odjeżdża. Kłęby dymu otoczyły maszynę, przeszkadzając w pożegnaniach z rodziną. Wielka metalowa konstrukcja zaczęła minimalnie poruszać się na przód. Rozpoczęła się kolejna podróż do szkoły.
- Gdzie jest Deatis? – zapytała nagle Carmen.
- Nie wiem, ale jest – odpowiedział Javier. – Mijaliśmy ją gdzieś na peronie.
W tej chwili wpadła zdyszana dziewczyna do przedziału. Jej bluzka w niebieskie paski unosiła się miarowo w rytmie bicia jej serca. Białe spodnie zakrywały zadrapania na udach. Czym prędzej opadła na fotel naprzeciwko przyjaciół.
- Co ci się stało? – zapytała Carmen wskazując na podrapane nogi, jednak przyjaciółka machnęła ręką na znak, że lepiej o nic nie pytać.
- Siadaj obok Carmen, żeby Felipe tego miejsca nie zajął – powiedział prędko Javier klepiąc wolne miejsce.
- Co ty mu dzisiaj tak dokuczasz? – zapytała Deatis. – Na peronie na cały głos się wydzierałeś, że na pewno nie zaspokoi potrzeb seksualnych Carmen.
- Serio tak powiedziałeś? – zdziwiła się Mermaid.
- Być może coś takiego miało miejsce – odparł Casillas udając, że się zastanawia.
- Dlaczego to robisz? – zapytała Carmen.
- Bo… nie, nie mogę wam powiedzieć – odparł. – Albo powiem, bardziej się wkurzy – dodał po chwili namysłu. – Bo jak wiecie, on się zamienia w tego twojego zwierzaka Devdasa i teraz nie wiadomo, ale fakt faktem, jak się wkurzy to się w niego zmienia. Tak mimowolnie. Bo to nie jest animagia rzecz jasna.
- Co mu zrobiłeś? – zapytała Carmen krzyżując ręce na piersi.
- Ja? Nic, Carmen, w życiu!
- I po kłopocie – powiedział Felipe otwierając drzwi do przedziału. – Nie będzie przeszkadzał – dodał siadając obok Carmen.
Nico wszedł zaraz za Cortezem. Stanął w drzwiach i trochę jakby się zmieszał. Wolne miejsca były tylko obok Deatis, a w ostatnich miesiącach unikał jej jak ognia. Ona również nie wyglądała na zbytnio zachwyconą. Cała ta sytuacja była dla nich bardzo krępująca. Oboje wiedzieli, że bycie przyjaciółmi po tym, co między nimi zaszło, będzie graniczyło z cudem.
Usiadł delikatnie obok panny de Didero. Nie za blisko, żeby nie naruszać jej prywatnej przestrzeni, ani też nie wciskał się w kąt jak skończony osioł.
- ¡Hola! – powiedział uśmiechając się do niej.
- Cześć! – odpowiedziała z tym swoim francuskim akcentem również obdarowując go uśmiechem.
Javier patrzył się na Felipe, Cortez na Carmen, Mermaid na Deatis, a de Didero kątem oka oglądała nowe sportowe buty na nogach Nico, Torres zaś nic nie robił, zamknął oczy i modlił się, żeby ktoś coś powiedział bądź usiadł między nim a Wisienką.
- Jak wakacje Nico? – zapytała Deatis.
No akurat nie myślał o niej i nie marzyłby ta rozmowa toczyła się z nim, ale w końcu nie było słychać tej irytującej muchy.
- Dobrze – odpowiedział bezpiecznie. – Byłem na obozie w Portugalii.
Nagle rozniosło się głośne „plask”. Javier uśmiechnięty od ucha do ucha, trzymając w ręce gazetę, spoglądał na małą czarną plamę na ścianie.
Wszyscy spojrzeli się na Javiera, który miał minę jakby, co najmniej wrócił z wojny w Wietnamie.
Carmen uśmiechnęła się pierwsza. Wyciągnęła jednorazową chusteczkę higieniczną i starła zwłoki muchy ze ściany, po czym wyrzuciła to do kosza.
Mermaid spojrzała się na Felipe, tamten na Nico, Torres na Javiera, Casillas w popłochu wyhaczył jeszcze nie obarczoną wzrokiem Deatis, a dziewczyna popatrzyła na wszystkich jak na wariatów. Znowu nastało dość kłopotliwe milczenie. Gdy cisza przedłużała się nie miłosiernie i wszyscy myśleli tylko o tym by ktoś zaczął rozmowę, zadzwonił telefon.
Felipe wyciągnął z kieszeni czarny mały teléfonomóvil z klapką. Mermaid kątem oka zobaczyła, że dzwoni jakiś „Sarakozy”.
- Przepraszam – wymamrotał Cortez i wyszedł z przedziału.
Javier odprowadził go wzrokiem. I jedna osoba mniej do przerwania ciszy.
- No to jak było na tym obozie? – zapytała Carmen, a wszyscy odetchnęli z ulgą.
- On był taki zręcznościowy. Ciągle coś robiliśmy, skakaliśmy, wspinaliśmy się, pływaliśmy, biegaliśmy po plaży…
Torres zrobił wielkie oczy. Przypomniał sobie właśnie o szczególe, który umknął mu w te wakacje. Zawsze co dzień rano, biegał z Deatis brzegiem morza. W tamtym roku, gdy się rozstali darował sobie treningi, jednak teraz nie może. W końcu przez nią straci formę. „Jak tu zrobić by się z nią nie spotkać?” – myślał.
- Felipe powiedział, że mnie nauczy – odpowiedziała Carmen.
Nico najwyraźniej przegapił zmianę tematu.
- A o czym gadacie? – zapytał Torres.
- Carmen będzie miała niedługo egzamin teoretyczny na prawo jazdy, a potem robi praktykę – wytłumaczył Javier.
- Umiesz jeździć samochodem? – zapytał Nico opierając się wygodnie o fotel.
- Tak, ale ciii… chcę zobaczyć jak bardzo Felipe jest cierpliwy – odpowiedziała Carmen z niewinnym uśmiechem.
- Przebiegła jak zawsze – oświadczył Nico zwężając oczy.
Dalsza rozmowa zeszła na urodziny Deatis. Miało to być największe wydarzanie roku. Opowiedziała im, że myślała nad motywem średniowiecznym i widziała nawet odpowiedni zamek. Pozostałe towarzystwo przyjęło ten pomysł mało entuzjastycznie. Gdy zaczęła majaczyć o turnieju rycerskim Carmen nagle krzyknęła na cały głos:
- A gdzie jest Felipe? – powiedziała wstając.
Javier obudził się i spojrzał na nią jednym okiem, Nico przeniósł wzrok z de Didero na Mermaid.
- Gada przez telefon – mruknął Casillas.
- Dwie godziny? – zapytała Carmen.
- Może ma darmowe minuty – zauważył Nico.
- Bardzo śmieszne – odpowiedziała i wyszła z przedziału.
Zaczęła go szukać. Otwierała kolejne rozsuwane drzwi i pytała czy nie widzieli Felipe. Pewnie by tak chodziła do rana gdyby nie nauczycielka od eliksirów.
- ¡Buenos días! – zaczęła Mermaid.
- Carmen, nie można wprowadzać zwierząt do przedziałów, gdzie siedzą uczniowie – odezwał się głos kobiety. - Psy i inne takie mają osobny przedział i gwarantuję, że im się tam nic nie stanie.
- Zamknęłam Devdasa – odpowiedziała zaskoczona Mermaid.
- Ale chyba niedokładnie, bo twój pies wałęsał się po tym przedziale.
- Felipe – jęknęła cicho Carmen. - Gdzie on teraz jest?
- Zaniosłam go tam, gdzie jego miejsce – odpowiedziała nauczycielka otwierając kolejne drzwi przedziału.
- Muchas gracias – odezwała się Carmen i pobiegła do ostatniego wagonu.
Pomieszczenie było długie i raczej zaciemnione. Odgłosy zwierząt przekrzykiwały stukot kół pociągu o tory. Były tam małe lwy, tygrysy, psy, koty, ptaki, węże, jaszczurki, myszy… co kto chciał. Takie mini Zoo, no może bez słoni, ale po pierwszakach można się wszystkiego spodziewać.
- Felipe – zaczęła nawoływać Mermaid. – Felipe, musisz się uspokoić.
Przez ten hałas to i ona nie słyszała co tak właściwie gada.
- Silenco! – krzyknęła i w wagonie zapanowała całkowita cisza. – Głowa może rozboleć od tych skowytów.
Zaklęciem zawiesiła kilka ognistych kul w powietrzu i zaczęła szukać swojego psa. Po lewej stronie, obok klatki z papugą Arą, stał drewniany koszyk, a w nim dobrze znana mordka. Piesek biegał po całej dostępnej powierzchni. Gdy Carmen wyciągnęła do niego rękę, schował się jak najgłębiej.
- Felipe uspokój się – warknęła dziewczyna i wyciągnęła psa za ogon z klatki, co spotkało się z ogólnym protestem.
Carmen rozłożyła się na plecach, na zimnej podłodze wagonu, a na piersi położyła sobie psiaka. W ciszy zaczęła go głaskać co uspokoiło Devdasa.
- Felipe, ja ci pomogę – powiedziała – tylko mi powiedz jak się ta transformacja objawia. Na pewno wymyślę jakiś eliksir.
Piesek cicho zawył.
- Kocham cię – szepnęła ciągle głaskając miękką sierść psiaka.
- Ja też cię kocham – odpowiedział mężczyzna kucając nad dziewczyną.
Carmen popatrzyła na niego jak na wariata, po czym zerwała się na równe nogi wyrzucając psa na jakąś klatkę. Devdas uderzył w zamek Lisbeth otwierając przy tym jej klatkę. Pisiak popatrzył na kota. Pantera jakby się uśmiechnęła wrogo i zaczęła się skradać. Devdas wpadł w panikę. Czym prędzej rozpoczął ucieczkę. Kot rzucił się na niego.
- Devdas!
- Lisbeth! – krzyknął Felipe. – Uspokój się!
Zwierzaki jak na złość nie słuchały. Biegały po całym wagonie przewracając inne klatki. Wielkie jaszczurki i węże zaczęły pełznąć po podłodze. Sowy, niczym myśliwce F16, latały pod sufitem. Jednak te fakty ani trochę nie zraziły Lisbeth czy Devdasa. Nadal demolowali wszystko dookoła. W końcu Carmen i Felipe postanowili podjąć jakieś działania.
- Stopetto! – krzyknęli jednocześnie.
Wielka fioletowa kula powędrowała na środek wagonu, po czym pękła jak bańka mydlana. Wszystkie zwierzaki zastygły w bezruchu. Carmen i Felipe poczuli mocne szarpnięcie i znaleźli się na podłodze.
- Co jest? – zapytała Carmen.
- Nasze połączone zaklęcie jest tak silne, że nawet pociąg je odczuł – powiedział z uśmiechem Cortez pomagając Mermaid wstać. – Pospieszmy się zaraz tu będą nauczyciele.
Para udała się do wyjścia. W przejściu między wagonami zatrzymali się.
- Pewnie Iker już pędzi by rozpoznać problem – mruknął Cortez. – Odczarujmy wagon to się znowu przewrócą a my w tym czasie wejdziemy na dach.
Carmen zrobiła przerażoną minę.
- Zaufaj mi – powiedział z uśmiechem i wyciągnął przed siebie różdżkę. – Runetto! – krzyknął jednocześnie z dziewczyną.
Tak jak się spodziewali pociąg drastycznie przyspieszył. Mermaid z ledwością utrzymała się na nogach. Cortez sprawnym ruchem otworzył głaz i pomógł Carmen wejść na dach maszyny. Gdy zamykał szyld zobaczył jakąś głowę z łysiną.
Pociąg pędził z niewyobrażalną prędkością. Włosy Carmen wirowały jakby ona i Felipe byli w środku trąby powietrznej. Dziewczyna zaparła się nogami między wagonami tak, że była odwrócona tyłem do kierunku jazdy. Nie mogła oddychać. Z trudem przychodziło jej nabranie powietrza w płuca. Nagle włosy opadły na ramiona. Wszystko ustało. Otworzyła oczy i spostrzegła, że obraz nadal zmienia się równie szybko. Przekręciła głowę w kierunku Corteza.
- Podoba ci się moje nowe zaklęcie? – zapytał zdejmując z siebie koszulkę. – Bazowałem na tym co to się bąbel powietrza robi gdy chcesz zanurkować w wodzie.
- Czy to był ptak? – zapytała wskazując na jakąś niebieską plamę, która przed chwilą mignęła im przed oczami.
- No ma pewne niedociągnięcia – mruknął powiększając ubranie jednocześnie robiąc z niego poduszkę. – Ale od wiatru nas ochroni. Zniż się bardziej, żebyś głową o mur nie uderzyła, jak będziemy w tunel wjeżdżać.
Dziewczyna zwinęła się w kłębek. W jej ślady poszedł Felipe, przytulając się do niej bardzo mocno.
- Za chwilę pójdziemy, jak tam tylko sytuację opanują – mruknął zamykając oczy. – Brakowało mi cię przez te dwa miesiące – dodał po chwili.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko się uśmiechnęła.
- No słyszysz? Tęskniłem – powiedział głośniej obracając Carmen tak, że znalazł się z nią twarzą w twarz. – Dostanę całusa?
- Za co? – zdziwiła się dziewczyna. – Za to, że zaszyłeś się w tej swojej firmie na dwa miesiące i nawet mnie nie odwiedziłeś?
- Ale dzwoniłem – powiedział na swoje usprawiedliwienie.
- Nie wierzę w to, że nie mogłeś wyrwać się na parę godzin – rzekła Mermaid krzyżując ręce na piersi.
Chłopak głośno westchnął.
- Ja naprawdę miałem bardzo dużo spraw do załatwienia – powiedział łagodnym głosem.
- Czy w tych sprawach znalazło się pojednanie z ojcem? – zapytała dziewczyna z nadzieją w głosie.
- Nie koniecznie – odpowiedział powoli. – Ale pracuję nad tym – skłamał pospiesznie.
Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie.
- Lepiej żebyś się z nim względnie pogodził do świąt.
- Dlaczego?
- Później ci powiem – odpowiedziała. – A teraz chodź. Pewnie nauczyciele już poszli.
Felipe popatrzył na nią wzrokiem, który prosił o jakieś dodatkowe pięć minut, jednak seniorita była nieugięta.
Cortez otworzył głaz i sprawdził czy aby na pewno nikogo nie ma w pomieszczeniu. Potem pomógł dziewczynie bezpiecznie zejść na podłogę, a sam zeskoczył z hukiem.
- No to… - zaczął jednak wychowawczyni Carmen mu przerwała.
- A co tu państwo robią? – zapytała kobieta.
Mermaid zrobiła wielkie oczy, a Felipe mimowolnie zaczął się zastanawiać jak ci nauczyciele uczą się wyrastać spod ziemi. Czy przechodzą jakiś specjalny kurs doszkalający…
- Pytam jeszcze raz – powiedziała nauczycielka. – Co wy tu robicie?
- Bo podobno ostatni przedział się zapalił – powiedział nagle Felipe. – Chcieliśmy to sprawdzić. Nasze zwierzęta są dla nas tak ważne…
- Nie zapalił się – oburzyła się Álvarez. – Po prostu zwierzaki uwolniły się i zrobiły jeden wielki bałagan. Spokojnie, już jest wszystko pod kontrolą.
Felipe wyczuł, że Carla zaczyna coś podejrzewać, więc w mgnieniu oka postanowił nią trochę zakołować.
- A to ostre hamowanie? – zapytał chłopak z miną świadczącą, że w ogóle nie domyśla się co to mogło być. – Coś nas złapało?
Álvarez zrobiła wielkie oczy.
- Nie, ależ skąd – i zamilkła. – Podejrzewamy, że to wina zwierząt. W końcu one też posiadają swoją magię – uśmiechnęła się i odetchnęła z ulgą, że to nie Felipe i Carmen byli sprawcami całej tej sytuacji.
- Czy jakieś zwierzę zostało ranne? – zapytała Mermaid, która naprawdę była ciekawa odpowiedzi.
- Nie – odpowiedziała nauczycielka. – Wszystko jest w porządku i każdy futrzak trafił do swojej klatki. A teraz to już zmykajcie, za jakieś pół godziny dojedziemy do szkoły.

Casillas zamknął metalowe drzwi przedziału bezczelnie pozostawiając w nim Deatis i Nico, samych. De Didero z racji, że była bliżej okna, mogła bez przeszkód wpatrywać się w krajobraz i wyglądało to dość naturalnie. Torres natomiast nie wiedział, co mówić, robić i gdzie patrzeć. Pod koniec roku szkolnego przyzwyczaił się do jej ignorancji, ale po dwóch miesiącach spokoju, znowu ta sytuacja stała się dla niego nowa. Wszystko przeżywa od początku. To jest jak z dentystą. Gdy chodzimy do lekarza raz na pół roku, to przed każdą wizytą odczuwamy stres. Jednak gdybyśmy dentystę odwiedzali codziennie, w końcu przyjęli byśmy to za coś naturalnego i strach by zniknął.
- To ja idę zapalić – wymamrotał i wstał.
- Ty palisz? – zdziwiła się dziewczyna odwracając głowę w jego stronę. – Od kiedy?
- Eee… od niedawna – odpowiedział. – To idę – rzekł i otworzył drzwi.
- Nico – zawołała, - ludzie jak idą zapalić to biorą ze sobą papierosy – poinformowała.
Chłopak blado się uśmiechnął.
- Skończyły mi się – powiedział zadowolony z siebie, że coś wymyślił. – Tak, właśnie mi się skończyły… właśnie.
Felipe, który wszedł do przedziału, jednym silnym pchnięciem, usadził przyjaciela naprzeciw Deatis, sam zaś usiadł obok Torresa. Carmen zajęła miejsce niedaleko de Didero.
- Muszę znaleźć Lisbeth jakiegoś tresera – mruknął na wpół leżący Felipe, nie zwracając uwagi na to, że wprawił pozostałych przyjaciół w lekkie zakłopotanie.
Nico doszedł do wniosku, że lepiej mu było obok de Didero. Nie musiał na nią patrzeć. Tak biegali wzrokiem po całym przedziale, że w końcu przez ułamek sekundy spojrzeli sobie w oczy. Nico uśmiechnął się w duchu. Deatis zawzięcie oglądała podłogę z lekkimi rumieńcami na policzkach. Torres odczuł małą przewagę nad dziewczynąm co dodało mu nieco pewności siebie.
Drzwi przedziału ponownie się otworzyły i stanął w nich czarnowłosy chłopak.
- O proszę.. wielki Came Back – mruknął Torres z drwiną w głosie.
- Jakiś ty zabawny – odpowiedział Javier siadając obok Carmen. – Wiecie co? W tym roku ma być jakaś wymiana.
- Tak, słyszałam – odpowiedziała Mermaid. – Dziesięć osób od nas pojedzie do Włoch.
- Pardon? – zainteresowała się Deatis. – Ja nic nie wiem.
- Co pięć lat organizowana jest wymiana ze szkołą Lottecharl z Włoch – zaczęła Mermaid. – Trochę mi tata opowiadał. W przedsięwzięciu bierze udział dziesięć uczniów z klas VII z każdych ze szkół. Są to jakieś szczególne postacie. Osoby, które dobrze się uczą lub mają jakieś duże osiągnięcia, więc Torres możesz się szykować do Włoch.
- Bo ja nie mam co robić – mruknął osuwając się niżej na fotelu.
- Szkoda, że nie mogą brać udziału klasy VIII – powiedział zawiedziony Javier. – Może bym poznał jakąś piękną Włoszkę.
- Myślę, że klasy VIII mają na głowie egzamin i nauczyciele nie chcą im zawracać gitary jakąś międzynarodową wymianą – odpowiedziała Carmen.
- Też racja – mruknął Casillas.
- A ile to będzie trwać? – zapytała Deatis.
- Nie wiem – odpowiedział Mermaid. – Dziś nam dyrektorka powie. Będziemy też wiedzieć kto jedzie do naszych krewniaków.
- Myślisz, że ciebie wybrali? – zapytała Deatis, Carmen.
- Nie wiem – dopowiedziała czarnowłosa.
- W końcu jesteś mistrzem eliksirów.
- Nie wiem – powtórzyła Mermaid.
Javier z pochmurniał. Nie miał co robić. Nudziło mu się niemiłosiernie.
- O! – krzyknął nagle. – Zapomniałem, że miałem Felipe dokuczać. – powiedział triumfalnie. – Carmen, dam ci sto dolarów jak mi pokażesz swoją nagą pierś.
- Myślisz, że mnie to wkurzy? – zapytał Felipe z drwiną w głosie.
- Poczekaj no. Matko, jaki niecierpliwy! Dopiero się rozgrzewam.
- Daj mu spokój – powiedziała Carmen.
- Nie! Musi się przemienić w psa jeszcze zanim wysiądziemy z przedziału.
- Słyszałem, że na wymianie będzie Diego – powiedział Nico spoglądając dwuznacznie na Corteza.
- Jaki Diego? – zainteresował się Casillas.
- Nie, no! W to nie uwierzę – powiedział rozbawiony Felipe. – Nie pomagaj mu! – dodał po chwili.
- Nie chcę, żeby Javier wlazł na temat seksu – rzekł niewinnie Torres. – Młode panie mogłyby się poczuć zniesmaczone.
- O, dziękujemy za troskę Nico – odpowiedziała Carmen krzyżując ręce na piersi. – Naprawdę, nie musiałeś…
Felipe roześmiał się, a dziewczyny mogły tylko obserwować tę całą sytuację z perspektywy osób trzecich.
- Ale ja mówię serio – rzekł Nico.
- Diego Vinata? – zechciał upewnić się Cortez. – On chodzi do szkoły prywatnej w Portugalii.
- Vinata? – zapytał Javier, który dopiero załapał o jakiego Diega chodzi. – Stary, on chodził w Portugalii.
- Aktorem to nie zostaniesz – powiedział z uśmiechem Felipe do Javiera.
- Vinata, ten co to ma ojca od ubrań? – zechciał się upewnić Casillas.
Felipe pokiwał twierdząco głową.
- No to oczywiście, że chodzi do szkoły we Włoszech! – krzyknął Javier. – Gazet nie czytasz?
- Ostatnio nie za bardzo – odpowiedział Cortez zbity z tropu.
- Ale to było jakieś kilka lat wstecz – powiedział Casillas grzebiąc w swojej pamięci.
- To chyba firma „Frank Vinata” – szepnęła Deatis do Carmen widząc, że przyjaciółka nie za bardzo wie, o co chodzi. – To był ten butik gdzie kupiłaś Javierowi i… Nico te stroje. No wiesz, tam gdzie kupowałyśmy ubrania dla Felipe.
- Kupiłaś mi od niego ubrania? – zapytał Cortez który przysłuchiwał się rozmowie dziewczyn.
- Widziałaś? – krzyknął Javier. – Ma psie uszy!
Felipe natychmiast zakrył feler w wyglądzie rękami.
- Zadowolony? – warknął.
- Nie – odpowiedział szczerze Javier.
- Felipe, skąd miałam wiedzieć, że nie lubisz tej firmy – jęknęła Mermaid.
- Nie odzywaj się do mnie – powiedział Cortez próbując się uspokoić.
- Carmen Vinata, twoja nędzna firma, długi, kłamstwa, kłótnia z ojcem, jesteś niezdarą i niezaradnym przedsiębiorcą – wyliczał Javier.
Felipe posłał mu mordercze spojrzenie i kichnął.
- Chwała Bogu, bo mi się pomyły kończyły – przyznał Casillas.
Na miejscu gdzie siedział przed chwilą przystojny dziedzic firmy samochodowej CC, skowyczał mały piesek. Carmen w mgnieniu oka do niego podeszła i zaczęła głaskać.
- Spokojnie, coś wymyślimy – pocieszyła. – Javier, ile to trwa?
- Zależy jak długo będzie się uspokajał – odpowiedział. – Mając na uwadze fakt, że podałem mu kilka kąśliwych uwag…
- Wszystko będzie dobrze – mówiła Carmen przestając słuchać Casillasa. – Jestem przy tobie.
- Za pięć minut… Carmen! – krzyknęła Álvarez. – Mówiłam, że nie wolno trzymać w przedziałach zwierząt! – dodała wyrywając psiaka z rąk dziewczyny.
- Nie, pani profesor – jęknęła Mermaid.
- Żadnej dyskusji bo ci dam szlaban – warknęła kobieta i miała już wychodzić gdy o czymś sobie przypomniała. – Za pięć minut dojedziemy na miejsce.
- Dzwonek się popsuł? – zapytał z uśmiechem Nico pamiętając, że to on obwieszczał dojazd na miejsce, jednak nikt go nie słuchał.
- Gdzie go zaniesie? – zapytała Mermaid jak tylko nauczycielka opuściła ich przedział.
- Trudno wyczaić – odpowiedział Javier. – Może go zanieść do przedziału dla zwierząt, albo przetrzymać u siebie i dopiero jak dojedziemy na miejsce, oddać go pracownikom.
Dziewczyna zaczęła chodzić po przedziale, były to pierwsze oznaki paniki. Co zrobi dyrektorka jak zobaczy, że Felipe nie ma na uczcie? Albo te zwierzęta? Do końca to ona nie wiedziała jak są przetrzymywane futrzaki.
- A gdzie one właściwie mieszkają? – powiedziała na głos fragment swoich myśli.
- Niedaleko zagrody smoków – poinformował Javier, który nie miał w interesie wplątania przyjaciela w kłopoty.
Casillas wyjął kartkę papieru i zaczął rysować mapę oraz jakieś słowa, które później okazały się hasłami do tajnych przejść. Javier słynął z tego, że mógł przemieścić się z jednego miejsca w zamku do drugiego, w bardzo krótkim czasie.
Gdy chłopak rysował wskazówki, Mermaid wyciągnęła swoją walizkę z miksturami. Znalazła flakonik z nazwą „eliksir wielosokowy Carmen”. Był lepszy od tego, którego swego czasu zażył Felipe, kopiował ciało drugiej osoby idealnie, jednak był krótkotrwały. Do tej sytuacji nadawał się wręcz wyśmienicie.
- Nauczyciele muszą zobaczyć Felipe jak wchodzi do Wielkiej Sali – powiedziała Carmen, a reszta przyjaciół zrobiła wielkie oczy. – Ktoś musi wypić eliksir wielosokowy. Działa bardzo krótko.
Zobaczyła błysk w oczach Javiera. On był pierwszy do różnego rodzaju przekrętów i oszustw. Zaczęła tłumaczyć im swój plan. Gdy skończyli wszystko uzgadniać, byli prawie ostatnimi osobami, które nie wyszły jeszcze z przedziału. Carmen wstąpiła do łazienki, po czym cała trójka udała się do szkoły. Javier musiał przedrzeć się na przód, gdzie było większe zamieszanie, aby nie zwracać na siebie uwagi.
W ostatniej chwili przekroczył próg Wielkiej Sali. Uszedł parę kroków i począł dziwne mrowienie na twarzy. Po niecałej minucie był już całkowicie sobą. Poluzował wiązanie krawata i rozpiął jeden guzik od białej koszuli z krótkim rękawkiem. Z powrotem wrócił do wejścia. Znalazł tam oczywiście pozostałych przyjaciół.
- Nico! Świetny wystrój w tym roku – powiedział Casillas tak, że zwrócił uwagę nauczyciela, który pilnował obecności.
Widać było, że profesor od łaciny bardzo gorliwie analizuje jak doszło do tego, że nie pamięta Casillasa, gdy wchodził.
Javier puścił oczko do Carmen na znak, że wszystko poszło zgodnie z planem. Mermaid nawet się nie uśmiechnęła, samotnie ruszyła na przód.
- Hej! Gdzie ty idziesz? – krzyknęła Deatis ciągnąc dziewczynę za rękę. – Chodzimy już do klasy VII, czyli zmieniamy też stół.
Mermaid z obojętną miną poszła za wskazówkami przyjaciółki. Usiadła i do nikogo się nie odzywała.
W tym roku sala wyglądała nieco inaczej. Kremowy obrus ze złotymi obszyciami błyszczał na każdym stole. Czerwone róże, ułożone jedna za drugą, wyznaczały środek stołu. Wysoko nad każdym miejscem oddziału szkolnego, zawieszone zostały ogromne, szklane żyrandole. Odbijały światło tak, że podłoga przypominała tęczę. Na porcelanowej zastawie z motywem smoka, ustawione były serwetki złożone w jakiś artystyczny motyw, a obok kieliszków i szklanek małe karteczki z imieniem i nazwiskiem ucznia. Wszystko było w kolejności alfabetycznej, jednak obowiązywało to tylko przez pierwszą kolację. Później i tak wszyscy siadali tak, jak kto chciał. Na ścianach zawieszone były obrazy, jednak człowiekowi zdawało się, że wiszą w powietrzu. Nauczyciele zaczarowali mury tak, aby przypominały niebo.
Dyrektorka chrząknęła znacząco. Wszyscy dookoła zamilkli.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie już po raz dwudziesty pierwszy – zaczęła rozglądając się po swoich uczniach. – Nazywam się Rosa Alonso i jestem dyrektorem tej szkoły. Postaram się streszczać, wiem, że wszyscy są zmęczeni.
Kobieta o typowej azjatyckiej urodzie otworzyła swój zeszyt, gdzie miała wszystkie informacje wypisane w punktach. Poprawiła lilię we włosach i założyła okulary.
- Zacznijmy od tego, że w tym roku przypada wymiana z Włoską Szkołą Magii i Czarodziejstwa Lottecharl. Goście przylecą do nas w połowie września, a odjadą przed świętami Bożego Narodzenia. Przez całe wakacje, nasi pedagodzy, wybierali dziesięć osób, które pojadą do Włoch. Wybór mieli trudny albowiem każdy z was jest wyjątkowy. Dopiero wczoraj dostałam ostateczną listę. Jest to dziesięć osób z klas oczywiście siódmych. Z klasy A: Eliza Ality i Leon Morientes. Z klasy D: Monic de Loveras. Śmiało, śmiało – powiedziała słysząc niepewne brawa. – Należą się im. Z klasy E: Elizabeth Rilardo, Anne Rilardo oraz Jose Geraund. Z klasy F: Alex Gordon, Nik Philips. I z klasy G Nico Torres oraz Felipe Cortez.
W tej chwili słychać było wyłącznie brawa. Później stół klasy G zaczął krzyczeć „Nico, Nico!”. Chłopak nie ukrywał, że było mu bardzo miło. Bardzo się cieszył, że w tą podróż wybierze się w towarzystwie najlepszego przyjaciela, jednak w gruncie rzeczy to nie wiedział dlaczego Cortez znalazł się w gronie finalistów pojedynków między klasowych, dziewczyn z najlepszymi ocenami, osób które wygrały liczne konkury i to kilka lat z rzędu…
- A od nas nikogo nie wybrali – Mrukną Eric siedzący obok Carmen. – Myślałem, że chociaż ciebie wyślą.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała i bez żadnych emocji wpatrywała się w różę położoną na stole.
- No nie martw się tak. Dla nas i tak jesteś najlepsza – powiedział chłopak poczym szturchnął ją lekko w ramię.
Mermaid pękła jak bańka mydlana. Eric otworzył buzię ze zdziwienia, inni też nie wyglądali na osoby, które by ten obraz traktowały za normalny. Deatis wyjrzała zza koleżanki i obejrzała puste miejsce Carmen.
- Spokojnie, nic jej nie jest – powiedziała do wszystkich zebranych. – Nie ma się, czym przejmować.
Deatis znała ten eliksir.

Mermaid podążała za wskazówkami Javiera. Za zagrodą dla smoków powinno być drugie pomieszczenie, gdzie znajdują się wszystkie zwierzęta. W poprzednich latach, wiedza gdzie mieszka jej pies Devdas, jakoś nie była jej specjalnie potrzebna. Gdy chciała go zobaczyć, wołała skrzata, a on przynosił zwierzaka. Tym razem nie mogła posłużyć się magiczną sprzątaczką.
Do zagrody smoków trafiła bardzo szybko. Zaraz spostrzegła, że wśród drzew zostało zbudowane coś na kształt stodoły. Na pierwszy rzut oka był to bardzo mały budynek, jednak Carmen tym się nie sugerowała. W świecie czarodziei takie myślenie jest wręcz zakazane.
Rozejrzała się dookoła i po upewnieniu się, że jest sama weszła do środka. Drewniane drzwi głośno zaskrzypiały. Mermaid powiedziała Lumos i bez problemu oświetliła sobie drogę. Po chwili usłyszała jakieś szepty, więc zgasiła różdżkę.
Zwierzęta, które mijała były różnego gatunku, jednak nie o to chodzi. Wszystkie były ospałe, wolne i większość leżała na sianie. Mimo tego Carmen słyszała skowyty, piski i inne takie dźwięki. Dlatego, że nie spotkała jeszcze swojej zguby, postanowiła iść za odgłosem zwierząt.
Schowała się za sianem i zobaczyła dwóch mężczyzn, którzy układali klatki, z kotami, jedną na drugiej. Czarodziej wypowiedział jakieś zaklęcie i miauczenie ucichło. Drugi facet wypuścił kociaki na wolność, a te wolnym krokiem udały się na swoje miejsce w stodole.
Carmen zaczęła szukać wzrokiem psów. Nie znalazła. No ale nie można wpadać w panikę. Wystarczy pomyśleć. Szkoła Iigameses miała doskonałą organizację, tak więc i w tej sprawie musiał być jakiś porządek. Carmen rozejrzała się dookoła. Koty szły w jednym kierunku, w jednej grupce siedziały sowy…
Zamknęła oczy i starała się wyeliminować inne dźwięki po za szczekaniem. W końcu coś jakby do niej otarło, jednak nie mogła sprecyzować skąd ten dźwięk dobiega.
- Jack, weź tego kundla uspokój – powiedział wyższy mężczyzna.
- Musimy ich pakować po dziesięć – odpowiedział niższy i grubszy. – Jedenastki zaklęcie do końca nie obejmuje.
Jack rzucił na podłogę jaszczurkę i poszedł w głąb pomieszczenia. Carmen nie mogła czekać. Jakimś cudem prześlizgnęła się obok klatki z wężami oraz żółwiami i nie spuszczała faceta z oka. Po minucie zobaczyła psią zagrodę. Szczeniaków było kilka, bo większość osób decyduje się na koty.
- To to bez klatki – krzyknął Jack do towarzysza. - Calming - powiedział, a zwierzak zakołysał się i zaczął chodzić w kółko.
Normalnie jakby im podawali jakieś narkotyki.
Gdy facet odszedł Carmen weszła do zagrody. „To to” było jej pieskiem, Felipe.
- Co oni ci zrobili – powiedziała chwytając jego mordkę w dłonie.
Po chwili przyszedł drugi piesek… taki sam. Dziewczyna zrobiła zakłopotaną minę. Jak niby sprawdzić który jest który?
- Siad!
Oba szczeniaki usiadły na sianie, wesoło machając ogonami.
- To był zły pomysł – powiedziała sama do siebie. – Hmm… mam!
Narysowała w powietrzu trójkąt. Jeden piesek przechylił lekko głowę, drugi stanął na tylnich łapach i zaczął kręcić się wokół własnej osi.
- Felipe – szepnęła i wzięła na ręce szczeniaka, który nie zrozumiał komendy.
Wyjść było o wiele łatwiej. Pomijając fakt, że Mermaid boi się wszystkiego co się rusza jednak najważniejsze, że nikt ich nie zobaczył.
Gdy tylko wyszli ze stodoły, Carmen usłyszała głosy. Nie wiedziała, co zrobić. Spanikowała i wskoczyła do zagrody smoków.
Wielka drewniana stajnia, po ostatniej wizycie mafijnego klanu, została odbudowana. Groźne, czerwone zwierzęta spały w swoich drewnianych zagrodach. Po prawej stronie był wielki stos siana i drabina, która prowadziła na półpiętro a tam znajdowały się snopki ułożone w piramidę.
Mermaid chwyciła pieska jeszcze mocniej i weszła na górę. Przyciskając go mocno do piersi, ukryła się za jakimiś zbitymi deskami. Dwóch młodych mężczyzn weszło do stodoły. Jeden z nich zaczął nalewać wody do wodopojów smoków, drugi zaś nadzorował całą sytuację. Po pięciu minutach wyszli i Carmen usłyszała dźwięk przekręcającego się klucza.
- No to pięknie – mruknęła. – Jesteśmy tu uwięzieni.
Pies ześlizgnął się jej z rąk. Udał się do jakiejś szpary między sianem a ścianą. Mermaid podążyła za nim wzrokiem.
- Gdzie ty idziesz? – zapytała i podbiegła do niego, jednak Felipe był szybszy i schował się. – Chodź do mnie.
Piesek z podkulonym ogonem wchodził coraz głębiej w szczelinę, dzięki czemu Carmen miała coraz gorzej go dosięgnąć.
- Felipe – warknęła i wyciągnęła go za ogon.
Pies zaczął warczeć i próbował złapać rękę dziewczyny zębami. Mermaid chwyciła go za skórę na karku i podniosła do góry.
- Uspokój się – powiedziała groźne na psa, który zawzięcie machał łapkami.
Gdy psiak stracił siły dziewczyna położyła go sobie na kolanach i długo głaskała po głowie, za uszami, pod mordką…
Po kilkunastu minutach poczuła lekkie drgania. Pies zlazł jej z kolan i odsunął się na bezpieczną odległość. Potem kichnął. Siła podmuchu była tak wielka, że uniósł się w powietrzu i poleciał kilka metrów do tylu. Niczym jakaś torpeda.
- Nic ci nie jest? – zapytała Carmen podbiegając do chłopaka oblepionego sianem.
- Nic – odpowiedział wyjmując coś z buzi. – Na pewno zamknęli?
- Sama słyszałam i widziałam – odpowiedziała.
- Boisz się? – zapytał z uśmiechem.
- Nie – rzekła z oburzeniem.
- A to co ci tak szybko waliło serce? – zapytał. – Doskonale je słyszałem.
Dziewczyna spuściła wzrok.
- Co innego leżeć na sianie obok otwartych drzwi, a co innego spać nad głową smoka.
- Nie bój się – powiedział. – Jestem przy tobie.
Mermaid uśmiechnęła się blado.
- Jesteś mi winny jakieś wytłumaczenia – rzekła z groźną miną.
Felipe spojrzał na nią spode łba.
- Nie chcę o tym gadać – odparł wstając, po czym podszedł do snopków siana i zaczął formować łóżko.
- Jesteś o mnie zazdrosny? – zapytała.
Chłopak milczał.
- Byłam ci wierna przez sześć lat – mówiła podchodząc do niego. – Nie masz powodów by się martwić.
- Ty nie rozumiesz – odparł chłodnym tonem biorąc do ręki jakiś miękki materiał który posłuży za prześcieradło.
- To mi wytłumacz – powiedziała krzyżując ręce na piersi.
Cortez głośno westchnął.
- Nie mogę.
- Bo nie chcesz – rzekła.
- Porostu nie mogę ci tego powiedzieć.
- Felipe!
- Carmen, do łóżka spać – powiedział kładąc się na sianie.
- Nie będę spać – odpowiedziała niczym małe kapryśne dziecko.
- Widzisz tego smoka? – zapytał. – Zaraz cię zje jak nie pójdziesz ze mną spać.
Mermaid uległa i położyła się obok Corteza.
- Ja ci tylko chcę pomóc – odpowiedziała wtulając się w jego ramiona.
- Ja wiem – mruknął opierając swoją głowę o jej. – Tylko, że… nie możesz.
Nastało milczenie.
- Kocham cię – szepnęła. - Pamiętaj, że jesteśmy połączeni zaklęciem z wyspy.
Felipe uśmiechnął się. Ona nigdy nie dawała za wygraną. Za wszelką cenę musiała mu wbić do głowy, że ich miłość jest bezpieczna. Ale w gruncie rzeczy nie tylko o to chodziło. Problemy w firmie produkującej samochody przybrały na sile. Miało być wielkie otwarcie, a tym czasem wszystko nabrało opóźnia. Problemy z rodzicami i… ona. Nie chciał aby widziała go w chwilach, gdy wszystko wali mu się na głowę. Powinien być silny, odważny, jednak nie potrafił. Czasami po prostu chciało mu się płakać, zaraz potem, w myślach, sam siebie karcił za chwile słabości. Zgodnie z ojcowskim wychowaniem to on powinien dbać o dziewczynę czy żonę. To jego zasranym obowiązkiem jest ją przytulić, gdy ma zły dzień. Nie odwrotnie. Były takie chwile, że czasami chciał od niej uciec, a czasami uścisnąć jak syn matkę. Pragnął aby go podziwiała i wielbiła, tylko jak na razie nie dał jej ku temu powodów. Wręcz przeciwnie. Czuł, że w wakacje, oddalił się od Carmen jeszcze bardziej. Wiedział, że nie daje jej tego, na co zasługuje. Tak bardzo chciał zabrać ją do sklepu i powiedzieć by wybrała to, co się jej podoba. Nie miał pieniędzy. Na domiar złego, to ona mu kupuje prezenty. W takich chwilach czuł się poniżony, bezradny… jak skończony debil. Jest w końcu facetem! Powinien doskonale sobie radzić sam. Niestety jego niecny plan w rzeczywistości osiągnął kolosalną cenę pieniężną. Zrezygnował z wygód dla siebie i wszystko postawił na jedną kartę… na firmy. Miał jedynie nadzieję, że ryzyko się opłaci to raz i, że nie straci Carmen przez Diega, to dwa.
- Też cię kocham – odpowiedział i zamknął oczy.
Spali tak aż do godziny szóstej, kiedy to pracownicy otworzyli zagrodę.


Witam, witam! Zaczynamy wszystko jeszcze raz! Część druga rozpoczeta. Planowałam opublikować więcej rozdziałów w wakacje, ale wyszło tak jak wyszło. Będę miała maturę. Już teraz napiszę, że nie wiem jak będę dodawać nowe noty. Nie chcę bym we wrześniu czuła jakiś nacisk wewnętrzny (tak jak to było w zeszłym roku). Na pewno tego opowiadania nie porzucę. Po prostu mogę rzadziej pisać noty. No to tyle chciał powiedzieć xD

Jak się Wam podoba szablon? Moim zdaniem wyszedł całkiem, całkiem. Z racji tego, że nie napisałam inspiracji tego miesiąca to podam tylko, że osobą jest Marco P. i tyle xD

Założyłam twittera, bo jak wszyscy mają i ja mieć muszę.

Od 30 sierpnia strona może być tłumaczona na język włoski i hiszpański. Myślę, że chyba posuwam się na przód : ) Mam nadzieję, że te moje umiejętności jakoś pomogą mi w dostaniu się na studia o kierunku Informatycznym (webmaster).

Serdecznie zapraszam do odwiedzin Mojej Gazety The Carpe Od razu mówię, że pytania Kiedy będzie nowy rozdział? nie będą brane pod uwagę ;P

Edit: (18:00) Widzę właśnie, że mój blog jest w jakiejś sondzie, więc jakby ktoś chciał to może zagłosować w tej sondzie (wszystko na potrzeby toplista).

Edit: 12.09. (16:05) I Beta gotowa. Pewnie nadal są jakieś pomyłki jednak, to słynne siat! zostało usunięte! Pozdrawiam wszystkich i namawiam do ściągnięcia Opery 10.

Zajęłam III miejsce w toplista. Moja nagroda. Tym czasem mamy nową sondę dostępną tutaj.

» data: 31 sierpień 2009
» Powrót
» posted by CamiShoot
» komentuj



Aj, tam, ważne, że odpowiedź była :}
(poza tym jestem pewna, ze wygrałaby pani w tej topliście gdyby była pani na mylogu. Zasadniczo blogi spoza serwisu są mniej znane i w ogóle)

Co ja jeszcze chciałam?... Pomęczyć o rodział ^^ Ale nie męczę, albowiem wiem, że pani ma teraz maturę.

~pozdrawiam
i weny życzę :>
Bies
           » brak www    14 wrzesień 2009


Mam do ciebie strasznie ważną sprawę. Bo widzisz chciałabym opisać akademię Ominis na osobnej podstronie tak jak ty piszesz o Iigameses i nie chciałabym abyś uznała to za plagiat, ponieważ to plagiat nie będzie. Nie będzie np gier i grona pedagogicznego. Bo Akademia Ominis i Iigameses są baaardzo od siebie różne. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź (czy się zgodzisz czy nie ^^'' abym 'przedstwiła' szkołę)
Akane
           » brak www    13 wrzesień 2009


Informujemy, że rozpoczęło się głosowanie na najlepsze opowiadanie fantastyczne! Zachęć czytelników do zagłosowania na twój blog!

Pozdrawiamy,
Toplista ocenialni
Toplista
           » brak www    11 wrzesień 2009


pragnę poinformować że na moim blogu pojawił się drugi rozdział ^^
Akane
           » brak www    11 wrzesień 2009


Znam ból bety. ==
Kiedy dzisiaj poprawiałam rozdział Aka, to pomyślałam w pewnym momencie 'Boże, Bies jesteś debilem' ^^'

I za Jamesa też się jakoś nie mogę zabrać. Utknęłam przy poprawianiu trzeciego rozdziału części pierwszej. ==

A zdań nie wymyślam. One wymyślają się same ^^'
(wiem, jak to brzmi ^^')
Ja po prostu siadam do komputera i kiedy mam wenę, to WIEM co pisać. Oo

I dobrze, że się pani Jean spodobał, bo w następnych rozdziałach będzie go duuużo :}
Bies
           » brak www    2 wrzesień 2009


I pospamuję może jeszcze trochę powiadamiając o nowym rozdziale ^^

Mam nadzieję, że przypadnie pani do gustu :}
Bies
           » brak www    2 wrzesień 2009


Więc tak...
1. szablon - kiedy go zobaczyłam wcisnęło mnie w fotel. On jest taki... profesjonalny ^^

2. Twitter - w sumie nie bardzo orientuję się w tym co to i jaki ma cel jego istnienie. Oo

3. Warsztat:
'Siat' - to zabolało... ==
'Ma wrażenie, że wszyscy się go litują' - nad nim, jak już ^^'

4. Treść
W sumie... działo się mało, ale przeczytałam szybko :] (a to dobitny dowód jest na to, że ma pani lekki styl)

Pracoholizm ojca w sumie może się przenieść na myślenie Carmen o interesie Felipe. A to nie zapowiada niczego dobrego.
Felipe znowu zaczął mnie denerwować. Ach, jaki on samodzielny jest. ==
I dalej zazdrosny. *uderza łbem w klawiaturę z rozpaczy* A przynajmniej tak to wygląda.

Co do wymiany - zaskoczyła mnie pani. Obstawiałam, że wyślą Carmen, a nie Felipe.
Bo on w sumie chyba w niczym aż tak specjalnie nie jest ekhem... wybitny.

Poza tym Dee i Nico nie powinni się tak zachowywać. Przeca spokojnie mogliby sobie ułożyć życie jako przyjaciele.
A nie traktować się jak 'pół-powietrze' (pół, bo jednak oddycha. nieważne^^')

Zabieram się zatem za trenowanie mojej cierpliwości i czekam na następny rozdział. :}

~i powodzenia, już tak z góry, na maturze.
Bies
           » brak www    2 wrzesień 2009


No fakt, przydałaby się beta :P

Nie paski, tylko takie szare kreseczki na granicy dwóch obrazków(chodzi mi o tło, drewno, btw bardzo ładne). Może to tylko u mnie wyświetla? ?_?
Corliss H. Dove
           » http://story-about.blog4u.pl    1 wrzesień 2009


Może i rozdział nic nie wnoszący, ale po takiej przerwie miło poczytać w końcu o Carmen i spółce... ^^
Javier drażniący Felipe... Dobre fragmenty...

- Poczekaj no. Matko, jaki niecierpliwy! Dopiero się rozgrzewam.
Hehe... ^^

- Kupiłaś mi od niego ubrania? – zapytał Cortez który przysłuchiwał się rozmowie dziewczyn.
- Widziałaś? – krzyknął Javier. – Ma psie uszy.
xD Nieźle się uśmiałam...

Znalazłam kilka błędów, ale tylko ten jakoś utkwił mi w pamięci:
- Siat! - chyba raczej "Siad"

Z doświadczenia wiem, że rok maturalny nie sprzyja pisaniu, dlatego będę cierpliwie czekać, aczkolwiek pytanie "kiedy będzie nowy rozdział?" na pewno kilka razy padnie :D

Wiesz, że google tłumaczą w stylu "Kali umieć", dlatego za bardzo bym nie ufała.

Szablon oczywiście śliczny, aczkolwiek w tle widać linie graniczne(mam FF). Na twoim miejscu spróbowałabym zrobić odbicie lustrzane w pionie i poziomie tego obrazka, bo widzę, że byłby problem z dopasowaniem słojów. Wiem, bo kiedyś na zajęcia robiłam wzór tapety na ścianę, wyglądał prawie jak pattern.

Fajny pomysł z tym twitterem, ale ja za czymś takim nie przepadam. Może już nie te lata, co kiedyś... ^^

No to co? Czekam na kolejną część...
Corliss H. Dove
           » http://story-about.blog4u.pl    1 wrzesień 2009


Wiesz co... faktycznie w tym rozdziale nic się nie dzieje xD Deatis vs Nico wydaje się ciekawe, ale widzę, że Torres wygrał tą bitwę. Jest sławniejszy ^^’ też chciałam jechać, no ale mówi się trudno xD z Felipe to stawiam na to, że dostał wycieczkę za poprawienie średniej? Jakoś tylko to mi przyszło do głowy... Za to Javier rozwija się nie tylko u mnie xD u Ciebie też zaczął nabierać barw ^^ Co by tu jeszcze... ah! Prezydent Francji! Co Felipe ma do Nicolasa? On ostatnio był porównywany do Napoleona ^^’ Zaczęłaś wątki, ale wątek o przedziale dla zwierząt jakoś tak... no poczułam się jak one xD jak po narkotyku i chciała bym więcej! Ale skoro nie bierzesz pod uwagę pytania „Kiedy będzie nowy rozdział?”spytam więc: Kiedy dodasz nowe wątki, żeby dodać coś nowego w gazecie? Starałam się jakoś to ominąć ^^

PS Błagam... Nie chce średniowiecznych urodzin x.x Flavio wyleczył mnie ze średniowiecza xD
Deatis
           » http://lodowata-wisienka.wjo.pl    31 sierpień 2009



Podstrona: *1* / 2